9 sierpnia 2016

Pokój autopsyjny numer 7 (Aerosmith one shot + Gene Simmons cameo)

 W sumie nabazgrałam zakończenie tego shota w sobotę, ale w wyniku pewnych turbulencji, wstawiam je dopiero teraz. Opowiadanie o Aerosmith zawiera bonus, mianowicie gościnnie pojawia się Gene Simmons - ma swoje małe cameo. Nie mogłam się oprzeć, żeby go tu nie umieścić. 

Jednocześnie bardzo, bardzo dziękuję za wspaniały komentarz osobie o nicku Britstone, która napisała kilka miłych słów pod ostatnim rozdziałem "Dream on". 
Wrócić tutaj i przeczytać taki emocjonalny i szczery komentarz - to było coś. 
Uświadomiło mi to tym samym, że "Dream on" było jedynym moim dobrym opowiadaniem, z którego "mogę być dumna" (to i tak za dużo powiedziane). Ale tak było. To było jedyne opowiadanie, na które miałam pomysł, które miało jakiś tam sens i które nawet mi, nawet teraz, kiedy spojrzę na poszczególne rozdziały, ciągle się podoba. I tak mogło być lepsze, ale ...

Te kilka one shotów, które powstały później, są ... bo są. 

Więc Britstone, kimkolwiek jesteś, bardzo Ci dziękuję.
Szkoda, że pisząc "Dream on" nie było więcej takich osób, może wtedy to opowiadanie nie skończyłoby się tak szybko.

Nie wiem czy napiszę jeszcze shota o MC. Może nie ma sensu. Chyba ponownie zawieszę pisanie. Jednak zostawiam tego bloga - być może kiedyś, ktoś, tak jak Britstone znajdzie te stare wypociny i dadzą mu one trochę radości ;) 

Pozdrawiam z trasy,
B.
*****************************


15 lipca 1978 roku, Osaka, Japonia

Samolot z muzykami Aerosmith wylądował w porcie lotniczym Kansai. Wszyscy członkowie zespołu stali teraz w kolejce po bagaże, których zawartość musiała być jeszcze sprawdzona i zatwierdzona przez japońskich celników. Małe ludziki uwijały się bardzo sprawnie, przetrząsając kieszenie walizek w poszukiwaniu głównie narkotyków. W bagażu należącym do Joe Perry'ego Japończyk znalazł gustownie zdobiony drogimi kamieniami i okuciami z kości słoniowej młotek do mięsa. Pracownik lotniska podniósł wzrok i popatrzył pytająco na muzyka.
- No co?! - Żachnął się Joe - To tylko młotek do mięsa, kupiłem sobie w Tajlandii, pamiątka taka! - Krzyczał gestykulując - No niech, że ktoś temu tłumokowi przetłumaczy! - Dodał i na stanowisku kontrolnym szybko zjawiła się tłumaczka towarzysząca grupie. Powiedziała kilka dziwnych słów i Japończyk uśmiechnął się i pokiwał głową w stronę Joe.
- Co się cieszysz, co? Jak końska dupa do bata - Warknął zniecierpliwiony sytuacją. Japończyk powiedział coś jeszcze i odłożył młotek Joe do walizki. Następny sprawdzany bagaż należał do Stevena. Procedura ponownie się przeciągała i wszyscy byli już bardzo zmęczeni. Po jakimś czasie pracownik portu Kansai wyciągnął pisemka dla dorosłych z bocznej kieszeni bagażu Tylera. Steven przewrócił oczami. Japończyk uśmiechnął się rubasznie i nie mówiąc ani słowa odłożył gazetki do kosza z napisem "Skonfiskowane". Tyler się wściekł.
- No halo!? Jak to??! Młotek cyrkoniami obsadzany przepuszczacie, a pornosów nie?! Do czego ja będę trzepał? Ej, dajcie te cizię co pierdoli po skośnemu, niech tłumaczy imbecylowi, że to dobro narodowe! - Tłumaczka pospiesznie zaczęła mówić coś do Japończyka. Ten wysłuchał jej i spokojnie ale z uśmiechem odpowiedział coś. 
- Eeem. Pan Izumisano mówi, że te ... czasopisma są niebezpieczne. Powiedział: "Kiedy dasz japońskiemu dziecku kartkę papieru, zrobi origami. Kiedy dasz polskiemu dziecku kartkę papieru, zrobi samolocik a ... a amerykańskie dziecko kartką papieru się pochlasta." - skończyła. 
- No klękajcie narody! - Wrzasnął Steven - Przeklęte żółtki i te ich pseudo inteligentne przysłowia. Widział ktoś kiedyś, żeby się zaciąć kartką od pornosa?! Niech on się tak nie troszczy o moje ręce,co najwyżej o łapy Joe żeby ich sobie nie poobijał tym jebanym młotkiem. To w końcu on jest tu gitarzystą i potrzebuje mieć sprawne palce!
- Przykro mi panie Tyler. Pańskie czasopisma zostały skonfiskowane*. 
- Ech - sapnął Steven - nienawidzę Japonii. 
__________________________________________
* W rzeczywistości sytuacja ze skonfiskowaniem czasopism porno dotyczyła Metalliki i jest to fakt. Szczerze, nie mam pojęcia, dlaczego takie pisemka były zabierane na granicy, a np. słynny młotek Cliffa nie. Być może chodziło o jakiś "przemyt pornografii", ale nie mam pojęcia, faktem jest, że chłopakom z Mety pornosy odbierano ;)
___________________________________________
 17 lipca 1978 roku, hotel Grasmere, Osaka, Japonia

Steven leżał na łóżku hotelowym, zwinięty w pozycji embrionalnej, tuląc się do dużej niebieskiej poduszki. Ciągle przeżywał to, jak jego zdaniem został niesprawiedliwie potraktowany na lotnisku, kiedy do jego pokoju nagle wparował Joe.
- Hej bracie, co tam?
- Gówno - wysyczał Steven. 
- Oj, jeszcze się mazgaisz o te głupie pisemka? Chryste, jesteś Steven Tyler, poproś byle kurwę, a zrobi ci takiego loda, że zaśpiewasz "Mama kin" po czesku. 
- Ale tam był kolekcjonerski numer z  Kathryn Morrison na rozkładówce - beczał Tyler - Czaisz? Nie zdążyłem sobie strzepać do Kathryn Morrison. 
- Stare chińskie przysłowie mówi: "Nie trzep konia na sedesie, bo rurach echo niesie" - zażartował Joe. 
- A inne stare, chińskie przysłowie mówi: "Jak chcesz żeby coś było zrobione jak należy, to zrób to sam". I właśnie dlatego Pani Bóg wymyśliła masturbację - odpowiedział stanowczo Steven, po czym dodał - A poza tym to jesteśmy w pierdolonej Japonii, a nie w Chinach, a w ogóle to dość mam już tych skośnych mądrości. 
- Dobra, dobra - odparł Joe - A chcesz ciasteczko z przepowiednią?
- CO JA PRZED CHWILĄ POWIEDZIAŁEM O PRZEPOWIEDNIACH!!! - Warknął Tyler - Perry, wypierdalaj stąd, bo Bóg mi świadkiem, że cię zajebię tym twoim młotkiem!! 
__________________________________________
18 lipca 1978 roku, Stadion Nagai, koncert Aerosmith, Osaka, Japonia. 

 Wypełniony po brzegi fanami Aerosmith stadion Nagai praktycznie trząsł się u podstaw kiedy tłum entuzjastycznie reagował na utwory wykonywane przez muzyków. Zespół był już dobrze rozgrzany, a jego wokalista Steven - nagrzany - głównie za sprawą swoich ulubionych skrętów, oraz alkoholu, który mieszał z ketanolem. Tyler właśnie zmierzał ku kulisom, aby strzelić sobie kolejnego drinka z dopalaczem, podczas kiedy Joey Kramer przygotowywał się do swojej solówki perkusyjnej. 
- Hej Osaka! - Darł się Joe Perry, który miał za zadanie zapowiedzieć kolegę - Jeśli teraz ktoś ma ochotę się wysrać to jest to świetny moment, bo Kramer zagra solo na perkusji! - Na uszczypliwą zapowiedź Joe Joey zareagował szerokim uśmiechem i środkowym palcem uniesionym ku górze.
- Witaj Osako - Krzyknął Kramer - Natomiast gdyby komuś chciało się szczać, to nie krępujcie się, wyciągajcie swoje małe japońskie fiutki i lejcie wprost na Perry'ego! - Zaripostował i zaczął swoją kawalkadę szybkich uderzeń na bębnach.
Set miał zakończyć się bisem, jednak obsługa sceny nigdzie nie potrafiła znaleźć Stevena. Problem rozwiązał Joe, który zagrał akustyczną wersję "Mama kin", więc wszyscy byli ukontentowani.
Tymczasem Tyler, mocno otumaniony sporą dawką cracku i wódki plątał się za kulisami w poszukiwaniu toalety.
- Aaa ... odleję się gdziekolwiek pomyślał zrezygnowany - kiedy nagle spostrzegł zamglonym wzrokiem dziwny japoński znaczek oaz symbol trójkąta. W samą porę. Wtoczył się do męskiej łazienki i podszedł do pisuaru. Miał bardzo dziwną wizję. Wydawało mu się, że szcza na gębę Gene'a Simmonsa.
Z oddali do jego uszu przebił się lekko zniekształcony głos basisty KISS:
- Nawet mój język jest dłuższy.
Tyler bardzo często miewał dziwne jazdy kiedy wziął za dużo pigułek, ale ta wizja była naprawdę bardzo realna. Steven wytężył wzrok i przed sobą ujrzał jakby zarys makijażu Demona oraz długi czerwony język wysuwający się z bidetu.
- Co do kurwy .... - szepnął do siebie, a ponieważ ciągle sikał, mechaniczny głos powtórzył:
- Nawet mój język jest dłuższy.
Steven przestał sikać i lekko już przerażony spojrzał w bok, na ścianę gdzie wisiała rolka z papierem, z tym że teraz zobaczył tam ponownie język Simmonsa. Kiedyś wydawało mu się, że rozmawiał z koniem, albo raz, że latał balonem po pokoju, ale tamto przytrafiło mu się po kilkudniowym byciu na haju. A teraz? Ćpał przecież tylko od kilku godzin.
- Zajebisty gadżet nie? Robi wrażenie - powiedział głos, który definitywnie należał do Gene'a, tylko teraz był już mniej mechaniczny, a bardziej ludzki. Tyler upadł na kolana i zbliżył głowę do bidetu. Praktycznie wsadził ją do środka.
- O kurwa! Stary! Komunikujesz się przez kibel?! - Zapytał z przejęciem, obejmując przybytek.
- Właściwie to nie - odparł głos - Stoję obok - Na co Tyler jak poparzony odskoczył pod ścianę, mocno uderzając się w głowę.
- O kurwa, stary!!! ZMATERIALIZOWAŁEŚ się przez kibel?!? - Wydukał, będąc pod sporym wrażeniem swojej wizji.
- Jaaa cię. Tyler. Jesteś najebany jak automat. Nie zmaterializowałem się, tylko wlazłem drzwiami - odparł Gene - O, tamtymi - pokazał palcem - Zauważyłem, że korzystasz z mojego najnowszego produktu, więc podszedłem zapytać jak wrażenia. Widzisz, to bidet sygnowany moim nazwiskiem. Szczasz, a mój głos nagrany na pozytywkę, mówi że "Nawet mój język jest dłuższy". Zajebiste, co? W pakiecie jest srajtaśma z moim ryjem - powiedział zadowolony Simmons.
- Jesteś prawdziwy? Co tu robisz? - Zapytał Steven, który ciągle leżał na posadzce i łączył wątki.
- Przyjechałem promować bidet, z którego właśnie skorzystałeś*. Japońce się tym jarają, a ja zarabiam. I Tyler ... - przerwał na chwilę Simmons - schowaj siurka, bo ci wisi - dodał, po czym skierował się do wyjścia - Udanej trasy - rzucił na odchodne.
Steven ciągle dochodził do siebie po niecodziennym spotkaniu. Właściwie nie był przekonany czy to co go spotkało to wydarzyło się na serio, czy to wytwór jego chorej, napędzanej narkotykami wyobraźni. No cóż. Nie byłby to zresztą pierwszy raz. Muzyk w końcu wstał, naciągnął spodnie i skierował kroki do hotelu.
__________________________________________
*Nie wiem czy wiecie, ale w sprzedaży naprawde są gadające pisuary Gene'a Simmonsa.
________________________________________________________________ 

18 lipca 1978 roku, hotel Grasmere, Osaka, Japonia

 W pokojach przeznaczonych dla członków zespołu właśnie trwała w najlepsze pokoncertowa zabawa z fankami. Czyli w skrócie - orgia. 
Tyler zajrzał do jednego z pokoi i skrzywił się niezadowolony. Zaczynała go boleć głowa, a zewsząd dobiegał go harmider. Szansa na odpoczynek - zero. Kiedy tak stał w progu zauważyły go dwie atrakcyjne Japonki, i chociaż nie znały angielskiego, gestem zaprosiły go by do nich dołączył. Zignorował je, na co Joe powiedział:
- Dajcie sobie spokój dziewczyny. On teraz żyje w czystości - uszczypliwy żart Perry'ego Steven też puścił mimo uszu. Owszem, miał cholerną ochotę zrobić sobie dobrze, ale od Japonek wolałby swoje pisemka z gołymi paniami. Jego niechęć do Azjatek była wywołana przykrym wypadkiem, którego doświadczył jakiś czas wcześniej, kiedy zabawiając się z jedną atrakcyjną Tajlandką, odkrył, że posuwa faceta**. 
Nietrudno zaliczyć wpadkę z drag queen kiedy jest się non stop na haju. Teraz Tyler miał się na baczności. Obiecał sobie, że zanim gdziekolwiek włoży swojego kolegę, najpierw upewni się, że nie ma tzw. "konfliktu interesów". 
________________________________________
**Ciekawostka: Tyler zaliczył kiedyś gejowski numerek, ale jak sam przyznał, tylko i wyłącznie "z ciekawości" oraz dlatego, że w młodości lubił "eksperymentować". Dodał też, że mu się nie podobało ;)
_____________________________
Poczłapał korytarzem przed siebie, gdzie minął się z Tomem Hamiltonem.
- Impreza jest w drugą stronę - zagaił basista, ale Steven tylko coś wybełkotał i wtoczył się do windy. Nacisnął przycisk i zjechał do hallu. Kiedy wyszedł z hotelu była noc. Jednak było ciepło i przyjemnie. Steven nabrał ochoty na przejażdżkę po Osace, niestety nie miał samochodu. Pomyślał, że go wypożyczy, tak jak można to zrobić w Stanach. Krążył jakiś czas po mieście, szukając neonu z napisem "Car Rental" lub czegokolwiek co przypominałoby wypożyczalnię. Pomyślał, że od biedy stać go nawet na kupno nowego wozu, ale bez przesady.
Błądząc po ulicach japońskiej osady natknął się na dilera.
- Też dobrze - pomyślał - Zanim znajdę samochód dobrze będzie się samemu naoliwić. - Podszedł do dilera i wyciągnął gotówkę. Tamten skinął porozumiewawczo głową i zaprowadził Stevena w bramę, gdzie nie docierało światło z ulicy. Łamaną angielszczyzną zapytał:
- Kryształki formaliny? Do wciągania? - Tyler zaprzeczył ruchem głowy.
- Nie mam ochoty oglądać swoich wnętrzności w formalinie. Coś innego. Ketamina? "Anielski pył"?
- Królowa hera? - Zaproponował diler.
- Może być. I coś do spalenia, na uspokojenie - poprosił Steven. Wziął skręty i strzykawkę hery. Najpierw złoty strzał. Przyjemne ciepło rozeszło się po żyłach. Adrenalina skoczyła. Tyler zauważył przed sobą nowego Forda Mustanga.
- King Cobra - szepnął. Podszedł do okna i nie zastanawiając się długo, naciągnął rękaw na łokieć i rozbił szybę od strony pasażera. Miał samochód. Oderwał deskę rozdzielczą i odpalił kabelkami.
Zaczęła się nocna wycieczka po Osace.
*******************************
Po kilku godzinach krążenia, po rozświetlonym milionem lampek mieście, odpalił pierwszego skręta. Sekundę potem zawył kogut policyjnego radiowozu. Tyler westchnął, ale zjechał posłusznie na pobocze. Pomyślał, że tak będzie lepiej. Miał w pamięci tysiące scen z amerykańską policją w tle i wiedział, że pościg nic nie da. Zgasił silnik i położył ręce na kierownicy. Po chwili do wybitego okna podszedł funkcjonariusz i powiedział coś po japońsku. Tyler wzruszył ramionami i odparł, że zna tylko angielski. Policjant zwrócił się do muzyka jeszcze raz tym razem po angielsku.
- Czy wyrzucił pan przez okno papierosa?
- Nie ... tak .... nie ... nie wiem ... nie to był ... - zamotał się Tyler. Policjant spojrzał w dół do samochodu, gdzie w popielniczce tlił się skręt wyglądający jak niedopałek, i zrozumiał.
- To była zapałka? Wyrzucił pan zapałkę? Zdaje pan sobie sprawę, że to przestępstwo? - Tyler nawet się nie zdziwił. Wyrzucanie niedopałków przez okno było surowo zakazane także w Kalifornii, ze względu na gorący klimat i duże prawdopodobieństwo wystąpienia pożaru.
- Przepraszam, nie pomyślałem - odparł.
- Skończy się na pouczeniu - powiedział funkcjonariusz - Poproszę prawo jazdy, chciałbym spisać dane do raportu. - Tyler posłusznie sięgnął do kieszeni skąd wydobył dokument potwierdzający tożsamość. Mały kartonik ze zdjęciem jak do kartoteki - unikatowa okazja do mug shota, jedyna szansa aby na fotce wyglądać jak kryminalista, cymbał, pedofil lub wyszczerzony błazen. Tyler na swoim prawku zawierał wszystkie te miny i skondensował w jedną, z lekką domieszką pijanego Micka Jaggera.  Mundurowy obejrzał papier, coś spisał i zwrócił. A na odchodne dodał:
- Proszę używać popielniczki.
- Aha. Perełka mądrości - bąknął Tyler i zakręcił kluczykiem w stacyjce. Silnik zaryczał i zgasł.
- Szlag. Paliwo się skończyło - zauważył fachowo Steven po czym wysiadł z auta i poszedł przed siebie, porzucając je na poboczu.
Stracił poczucie czasu, nie wiedział jak długo jeździł kradzionym Mustangiem, ile już szedł i czy dawno opuścił hotel. Przed oczami zamrugały mu światła kolei państwowej. Z jednego peronu odjeżdżał pociąg. Wszedł na stację i zaczął się rozglądać. Spostrzegł wysokiego mężczyznę, który nerwowo chodził wzdłuż uskoku torów. Steven przyglądał mu się z daleka, próbując dostrzec twarz tamtego gościa. Nieznajomy zaczął nagle zdejmować buty, które postawił równo obok siebie, w niedalekiej odległości od końca peronu. Obok położył małą saszetkę i wyjął jeszcze coś z kieszeni, co również odłożył na bok.
Przeszywający świst obwieścił, że do stacji podjeżdża pociąg, jednak nie zwalnia, a tylko mija przystanek. Zanim Tyler skojarzył fakty, nieznajomy facet wybił się z posadzki i skoczył pod właśnie mijający go pociąg. Steven stał jak wryty. Chciał krzyknąć i zawołać kogoś na pomoc, ale kiedy spojrzał energicznie w bok i za siebie, spostrzegł, że peron jest kompletnie pusty. Nie widział nawet obsługi. Podbiegł więc do pozostawionych przez samobójcę rzeczy i zaczął w nich grzebać. Znalazł prawo jazdy mężczyzny, a kiedy na nie spojrzał, oczy prawie wystrzeliły mu z orbit.
- O kurwa - wysapał, a o jego uszu dobiegł opóźniony dźwięk klaksonu pociągu, który z trudem zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej. Nagle zrobiło się tłoczno. Gdzie byli wszyscy ci ludzie dwadzieścia sekund temu?! Tyler złapał prawo jazdy i pognał przed siebie. Biegł dobre pół kilometra, aż wydostał się z peronu i usiadł na jakiejś ławce. Spojrzał na dokument tożsamości zabrany ze stacji, a z kieszeni wyciągnął swoje prawo jazdy. Porównał zdjęcia. Były takie same. Dwie identyczne facjaty. Dwóch Tylerów. Ale jak?
Steven nie był najlepszy w rozwiązywaniu tego typu zagadek, a ponieważ przed chwilą ukradł czyjąś tożsamość, jego mózg dostał za wiele informacji do przetworzenia na raz. Nie myślał, jedyne co usłyszał w swojej głowie to: "Uciekaj!"
___________________________________________________
19 lipca 1978 roku, tymczasem następnego dnia w hotelu Grasmere 

Impreza dobiegała końca, a właściwie powoli przechodziła w zbiorowe śniadanie. Kilka dziewczyn ciągle kręciło się po pokojach i rozmawiało z chłopakami z zespołu. Joe Perry bajerował jedną panienkę, opowiadając jej, że planuje zrobić karierę solową i że będzie ważniejszy niż Steven i tym podobne. Naturalnie był pijany i opowiadał brednie. 
- Jestem w trakcie nagrywania solowej płyty - mówił do jednej z dziewczyn.
- I co będziesz na niej śpiewał? - Pytała oczarowana, ale zbyt głupia, żeby cokolwiek pojąć Azjatka.
- Pewnie kilka numerów Zeppelinów, ze trzy szlagiery Stonesów, coś Elvisa, a jak da radę to może dorzuci z jeden własny kawałek - zakpił Brad Whitford, wyręczając jednocześnie Joe w odpowiedzi.
- Wal się fiucie - rzucił Perry, po czym ponownie zwrócił się do dziewczyny:
- A moja płyta osiągnie status złotej, platynowej...
- ... winylowej ... - dorzucił do wyliczanki perkusista. 
- Może jakaś staruszka z Kettering kupi jeden egzemplarz - zakpił Tom. 
- Oh! Walcie się wszyscy! - Odparł urażony Joe - A tak w ogóle, widział ktoś Tylera?
- Mijałem go wczoraj na korytarzu, powlekł się gdzieś, stary pierdoła - odparł basista. To się zdarzało. Steven często łaził po mieście i wszyscy byli pewni, że albo jest w burdelu albo w barze. 
Po śniadaniu, wszyscy muzycy wyczerpani ekscesami z ubiegłej nocy, poszli spać. Dobiegało południe kiedy menadżer zespołu wpadł z hukiem do apartamentów, i zaczął wszystkich wypytywać o Stevena. 
- Jak to, nie było go z wami przez całą noc!? - Wrzeszczał.
- Zwyczajnie, polazł gdzieś. 
- Słuchajcie. Jest południe, wieczorem gramy, a jego nie ma. To nie są żarty. 
- Przywlecze się. Pewnie zachlał w barze - uspokajał Tom. Wtedy do pokoju wszedł dyrektor hotelu w towarzystwie szefa trasy Scotta Smitha. 
- Dla pewności kazałem obdzwonić placówki medyczne i komisariaty - zaczął Scott - Wczoraj na peronie jakiś facet popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg. Jest NN, nie miał dokumentów, ale to Amerykanin, porównują teraz odciski palców i obawiam się, że ... - urwał, widząc wytrzeszczone oczy chłopaków z zespołu. 
- Co ty pierdolisz! - Warknął Joe.
- Rysopis odpowiada Stevenowi - dodał cicho Scott - Trudno rozpoznać twarz, ale jeśli zadzwonią z kostnicy, powinniśmy się tam udać. - Głośny dźwięk dzwonka wyrwał wszystkich z osłupienia. Pierwszy do aparatu poderwał się Joe. Wysłuchał tylko co ma do powiedzenia osoba po drugiej stronie i bez słowa odłożył słuchawkę. 
- Idziemy - rzucił.
__________________________________

Trzydzieści minut później, wszyscy byli już w przyszpitalnej kostnicy. Pomieszczenie o szerokim, szarym korytarzu było dość chłodne. Po obu stronach rozmieszczone były drzwi, prowadzące do sal sekcyjnych, a nad nimi widniały zapalające się na czerwono numery pomieszczeń. Z recepcji wyszedł lekarz sądowy, ubrany w biały kitel, schludny. Europejczyk. Z brytyjskim akcentem powiedział:
- Pokój autopsyjny numer siedem.
- Ja pójdę - powiedział Perry i wszedł za mężczyzną do wyznaczonego pokoju. Na środku stało łóżko, a na nim leżał czarny worek. Medyk spojrzał na Joe i rozsunął pokrowiec w okolicach twarzy denata. Oczom Joe ukazała się zmaltretowana twarz, jednak od pierwszej chili rozpoznał w niej Stevena. Zaniósł się spazmatycznym płaczem i rzucił się na zwłoki, okładając je pięściami i potrząsając nimi, wołał:
- Steven! Steven! 
**********
Siarczysty policzek zagościł na twarzy Tylera i muzyk poczuł jak piecze go prawa strona facjaty. W dodatku bolała go niemiłosiernie głowa. 
Otworzył powoli oczy, chociaż jego powieki funkcjonowały bardzo wolno, a ostre światło lampy wiszącej nad głową, nie ułatwiało sprawy. Z rozmazanych sylwetek, które się nad nim pochylały, rozpoznał Joe, Toma i .... Gene'a Simmonsa?! 
Tak, był pewien, że to Demon, kiedy usłyszał jego niski, barytonowy głos. 
- Podszedłem się przywitać, zacząłem nawijać gadkę o moich bidetach, a ten jak nie odpierdoli jakiegoś autorodeo! Na chuj ja się strzępię, jak ten kutas woli przyciąć drzemkę w sraczu, zamiast mnie słuchać. 
- Ej, odsuńcie się - poprosił Joey i wycelował w Tylera polaroidem - Uśmiech! - Cyk. Fotka wyszła ze szczeliny aparatu, perkusista chwilę pomachał papierkiem w dłoni i voila - Nie mogłem się powstrzymać - odparł - Steven, rozjebany w kiblu z fiutkiem na wierzchu, ale kosmos! 
- Dobrze się czujesz Tyler? - Zapytał Joe.
- Co się stało? - Spytał niepewnie Steven. 
- Stary! Przyjebałeś w tę ścianę z taką ekspresją, że aż dziwne, że się nie przebiłeś na drugą stronę! - Odparł Gene. 
- Miałem pojebany sen ... - mamrotał Tyler, ale nikt go nie słuchał. 
- A teraz pytanie najważniejsze - zwrócił się do niego ponownie Gene - Jak ci się szczało?
***************************
************
***
*
KONIEC
*
***
******


5 komentarzy:

  1. Wreszcie mogę skomentować bo założyłam sobie konto. No więc czytałam twoje opowiadania. Są świetne już tego one shota nie mogłam się doczekać a twoje poprzednie też super. Pisz dalej bo masz talent. Nie marnuj go. Pozdrawiam.
    Rosie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skomentowałam wcześniej, ale wolałam pisać z obecnego konta. Przeczytałam tego samego dnia i wcięło mnie w fotel. Nawet nie wiesz jak się szczerzyłam do ekranu. Wyjechałam poza miasto, a tak się złożyło, że miałam dostęp do internetu, więc skorzystałam ;D
      Ach, co tu więcej pisać. Świetne połączenie Stevena Tylera i Gene'a Simmonsa! Nie wiedziałam o gadających pisuarach produkowanych przez Gene'a Simmonsa! To dla mnie istna nowość! Tak sobie myślę... Kasę chciało mu się wydawać na takie coś XD Rozbawiła mnie reakcja Stevena na gadający pisuar. "Nawet mój język jest dłuższy" - genialne! ;D A jeszcze potem w drzwiach pojawia się Gene we własnej osobie! ;)
      Wracając do pierwszego fragmentu... Japonia to Japonia. Tam dość rygorystycznie podchodzą do pewnych spraw. Niedawno, w sumie gdzieś z trzy tygodnie temu, czytałam o koncercie Jimmy'ego Page'a w Pekinie. Podobno Jimmy razem z zaprzyjaźnionym fotografikiem zastali pusty hotel (wraz z nimi zamieszkany przez parę innych osób). W dodatku z wszystkich stron otaczała ich grupa miejscowej policji. A najlepsze było potem. Okazało się, że całą przestrzeń wokół hotelu otaczały przeszkody przeciwczołgowe i samochody pancerne. Natomiast po drugiej stronie ludzie toczyli spokojne, chińskie życie.
      Oczywiście, nie zabrakło licznych kontroli na posterunkach. I to nie tylko w Japonii takie rzeczy! Hah, nie pojmuję jak u nich przeszedł młotek, jak u nas długopisy są zabronione, bo możesz komuś go wbić XD
      Nie zbaczając z tematu (w końcu główną atrakcją jest tutaj Twój tekścik, bez dwóch zdań :D).
      Najlepsza końcówka i gif ze Stevenem!
      "- Dobrze się czujesz Tyler? - Zapytał Joe.
      - Co się stało? - Spytał niepewnie Steven.
      - Stary! Przyjebałeś w tę ścianę z taką ekspresją, że aż dziwne, że się nie przebiłeś na drugą stronę! - Odparł Gene.
      - Miałem pojebany sen ... - mamrotał Tyler, ale nikt go nie słuchał.
      - A teraz pytanie najważniejsze - zwrócił się do niego ponownie Gene - Jak ci się szczało?" - mistrzostwo! ;D
      Co do słów na górze... Bella (mam nadzieję, że przepadasz za zdrobnieniami :P), czy potrzebnie?
      Mimo wszystko, to Tobie bardzo dziękuję. Poświęciłaś nam (nie tylko mi ;D) swój cenny czas i oczarowałaś zdolnością pisania na wysokim poziomie. Naprawdę!
      Tymczasem zacznę się powoli oddalać, w gęstwiny drzew i otchłanie nieodkryte... Przytulaski! :)

      Britstone.

      PS Mam wrażenie, że te "przytulaski" brzmią jakoś dziwnie... Trzymajto!

      Usuń
    2. PS 2 Eeechej, czekaj, chwilunia! Dopiero przed chwilą się skapnęłam i przeanalizowałam Twoje słowo odnośnie shota o Motleyach i... nie zgadzam się! Zrozumiałabym, gdybyś się nie wyrobiła albo coś w ten deseń, ale z tym sensem to pojechałaś :P
      Tak na poważnie. Jak Ci się nie uda to nic się nie stanie, spokojnie, aż taka nie jestem! Choć chciałam kiedyś kogoś zjeść ;D Spróbuj coś nabazgrać, błagam Cię i to bardzo błagam Cię! ;) I to tyle.

      Jeszcze raz: przytulaski!

      Miłościwa (z zapasem rondli, garnków i gryfów gitarowych od samego Jeffa Beck'a) Britstone.

      Usuń
    3. Hej, dzięki ponownie za odzew pod opowiadaniem ;) W ten sposób przynajmniej wiem, że ktoś tu czasem zajrzy, i nie piszę tego sama dla siebie.

      Co do gadających bidetów - to tylko jeden z wieeeeluuu autentycznych pomysłów na życie Simmonsa. To jest bardzo przedsiębiorczy człowiek, który nie uznaje wakacji, kocha pieniądze i sprzeda absolutnie wszystko ;D Wiem to bo czytałam nawet jego książkę o prowadzeniu biznesu ;D
      Gene Simmons wyprodukował także prezerwatywy z logo KISS, na których jest napis "Love gun protection condom" XD
      Tak jak mówiłam, ten koleś sprzeda WSZYSTKO.
      A Japonia jest bardzo oryginalnym krajem. Ogólnie nigdy nie uległam "modzie" na Kraj Kwitnącej Wiśni, ale wystarczająco się o tym naczytałam (w wielu książkach biograficznych o zespołach, to właśnie trasy z Japonii są opisywane jako najbardziej zadziwiające - zupełnie tak jak pisałaś o Jimim).

      Dziękuję raz jeszcze i cieszę się, że Ci się podobało.
      Co do zdrobnień - tylko nie Bella, błagam :P Mój przyjaciel dostaje w twarz, zawsze kiedy tak do mnie powie, i ciągle się nie nauczył, że mam alergię na to zdrobnienie. Może po prostu - Ewa albo Ewka albo B., bo z ksywą Belladonna wiąże się zagmatwana historia, ale to nie miejsce na jej opowiadanie ;)

      Zobaczę co będzie z MC. Chciałabym napisać coś dobrego, a ze szkicem, który mam przygotowany na teraz, to nie będzie dobra historia.

      Pozdrawiam,
      "przytulaski" mogą być XD

      B.

      Usuń

Belladonna i Lars proszą o komentarze ...

Jeśli nie zostawisz komentarza ... Lars Ulrich Cię pozwie ...