12 czerwca 2016

We are Metallica! (Metallica one shot)

 Oto pierwszy z czterech one shotów, które sobie teraz piszę. 
Chciałam napisać jeden i standardowo połączyć 4 zespoły, o których tu piszę, ale nie potrafiłam ich jakość zebrać razem. 
Dlatego też, postanowiłam napisać 4 opowiadania, po jednym dla KISS, Metalliki, Motley Crue i Aerosmith. 
O ile ktoś będzie nimi zainteresowany to postaram się dokończyć pozostałe trzy. 

Teraz, zapraszam na alternatywną wersję historii opowiadającej o powstaniu Metalliki ;)

17 maja 1978 roku, The Bay School, San Francisco


Lato roku 1978 było wyjątkowo upalne, nawet jak na Kalifornię. Ogromne pożary lasów trawiły już zachodnią część stanu od ponad tygodnia. Temperatura codziennie przekraczała 35 stopni na plusie dochodząc momentami do nawet 40 stopni. Pomimo tego większość szkół nie zdecydowała się skrócić roku szkolnego, więc do upragnionych wakacji pozostawały jeszcze dwa tygodnie. 
16-sto letni Kirk Hammett i jego przyjaciel Cliff Burton zanudzali się właśnie na ostatniej lekcji języka angielskiego, na który chodzili wspólnie. Cliff gapił się smętnie w okno i co jakiś czas ocierał pot, który spływał mu z czoła. 
- Opierdole się na łyso przez ten upał - bełkotał sam do siebie.
- Cliff? Czy chcesz coś dodać odnośnie tego wiersza Williama Blake'a, który właśnie omawiamy - spytała nauczycielka, a Cliff nerwowo drgnął w miejscu. 
- Nnn .. nn .. nie proszę pani. 
- Więc nie przeszkadzaj - skarciła go.
- Dobra wiedźmo - szepnął - jeszcze tylko 5 minut - powiedział znowu do siebie spoglądając na zegarek. Rzucił okiem na swojego towarzysza, który zamiast studiować wiesze Blake'a zaczytywał się w czasopismach o filmach grozy. 
- Pożyczysz mi jak skończysz? - Spytał. Spod czarnych włosów, sięgających ramion wyłoniła się dziecięca twarz Kirka. 
- Jasne - szepnął. - Spójrz za okno - dodał - Już na nas czeka - Cliff odwrócił głowę, a jego wzrok spotkał się z .... pośladkami białymi jak ściana. Wywrócił oczami. Postać za oknem naciągnęła spodnie i odwróciła się twarzą do okna. Jego uśmiech był przepełniony dumą. Blondyn, ubrany od góry do dołu na czarno, zdawał się być zachwycony swoim żartem. Natomiast Cliff uniósł tylko środkowy palec ku górze i wymierzył go w kolegę za oknem.
- Czy za tym oknem jest coś ciekawszego niż poezja? Cliff? - Rozległ się ponownie głos nauczycielki.
- Aaa. .. nnn... nie, proszę pani, po prostu wydawało mi się, że widzę kogoś znajomego - tłumaczył się Burton. 
- To może razem popatrzymy, co tak bardzo cię intryguje? - Zapytała retorycznie nauczycielka i wychyliła się zza biurka, aby spojrzeć na boisko przylegające do szkoły.
- Na rany Chrystusa! - Wrzasnęła i aż wstała na równe nogi. - Co za szczeniackie zachowanie! Skandal! - Krzyczała poirytowana. Kirk, Cliff i reszta klasy z zaciekawieniem wyjrzeli przez okno, gdzie świeciła bladością po raz drugi ... wypięta dupa Jamesa Hetfielda. 
**************************
Tego samego dnia, po lekcjach. Gabinet dyrektora The Bay School

- James Hetfield. Znowu. Czy ty chłopaku mógłbyś zrobić mi przysługę i choć przez jeden tydzień zachowuj się tak, abym nie musiał cię tu wzywać - poprosił pan Clay, dyrektor placówki. 
- Więc ... może po prostu niech mnie pan nie wzywa - odparł James. 
- Żądam wydalenia tego ucznia z naszej szkoły - odezwała się pani Kent, nauczycielka od angielskiego - Proszę sobie wyobrazić, że on obnażał się na boisku szkolnym! Wszystkie dzieci to widziały! - Lamentowała.
- Tylko się opalałem - odparł zawadiacko James. A pan Clay westchnął ciężko, chociaż na jego twarzy malował się uśmiech.
- Pan się śmieje?! To jest dla pana zabawne?! - Oburzyła się nauczycielka. 
- Nie. Ale niech pani zrozumie. To tylko głupie żarty. James nie robi nikomu krzywdy - zwrócił się do nauczycielki, a następnie do Hetfielda - Ale James, wiesz że tym razem muszę cię zawiesić w prawach ucznia?
- Co to znaczy? - Spytał chłopak, który właśnie penetrował palcem swoją dziurkę w nosie, po czym wytarł swoje heavy metalowe smarki w fotel, na którym siedział.
- Obrzydliwe! - Uniosła się znowu pani Kent.
- Przecież wytarłem - bąknął James - Mogłem je zjeść - dodał, żeby zirytować kobietę.
- Hej, hej! James! - Zaczął dyrektor - Zachowuj się. Przeproś panią Kent. Jesteś zawieszony na trzy dni, co oznacza, że nie możesz brać udziału w życiu szkoły, chodzić na zajęcia i tak dalej ....
- Czad! - Zachwycił się James.
- Nie przerywaj. Ponad to zabraniam Ci wziąć udział w potańcówce na zakończenie roku. To tyle. 
- I tak bym nie przyszedł - odparł chłopak wzruszając ramionami
*******************************
Tymczasem na korytarzu.

- Czemu my się w ogóle z nim zadajemy? - Zapytał Kirk - Przecież jest od nas młodszy o rok, nawet nie chodzimy razem na żadne zajęcia. 
- Też się czasami zastanawiam - odparł Cliff - Ale fakty są takie, że ten gówniarz wygląda lepiej niż my dwaj razem wzięci, a tylko dzięki niemu mamy szansę wyrwać jakieś panny. Koło niego zawsze się jakieś kręcą. 
- On się nawet nie myje - zaznaczył żałosnym głosem Hammett.
- Być może. Ale poza tym ten szczeniak zawsze wie skąd wytrzasnąć alkohol. 
- Sprowadza na nas same problemy - kontynuował Kirk.
- Nie na nas, tylko na siebie. To on płaszczy się teraz przed Clayem, nie my.
- A jak go wyrzucą? 
- Nie wyrzucą. Clay jest wyrozumiały. Czasami mam wrażenie, że prowadzi tę szkołę właśnie dla takich ciot jak Hetfield. 
- Idzie - zauważył Kirk. James wyszedł z gabinetu dyrektora i zadowolony jak gdyby wygrał na loterii. 
- Co tam? - Zagaił do kolegów.
- Jak poszło z Clayem? - Spytał Cliff.
- Spoko. Mam nie przyłazić do budy przez trzy dni. 
- Ej! Też tak chcę! - Obruszył się Kirk. 
- Jak ci się podobała moja piękna i gładka Biała Dama? - Zapytał Cliffa James, nawiązując oczywiście do swojej dupy w oknie. 
- Myślałem, że to twój ryj - zripostował Cliff. 
- Druga odsłona była przeznaczona dla naszego Murzyna - powiedział żartobliwie James i szturchnął Kirka - ale niestety ta wiedźma Kent się obejrzała. 
- Nie jestem Murzynem - jęknął Hammett - Po prostu mam ciemniejszą karnację - zaznaczył Kirk, który podczas ostatnich upałów spiekł się tak, że rzeczywiście mógłby uchodzić za czarnoskóre dziecko. 
- Jezu, Kirk ale ty wyglądasz jak pierdolony Jimi Hendrix na plantacji bawełny. A on BYŁ Murzynem - powiedział James. 
- Odpierdol się od Jimi'ego! - Warknął Kirk. Hendrix był jego ulubionym gitarzystą.
- Szarpidrut z bożej łaski - rzucił James - grasz na gitarze od roku, a nawet nie wiesz jak ją trzymać - zadrwił. 
- A ty na czym grasz?! Swojej starej na nerwach? - Stawiał się Hammett. Dwójka kolegów już praktycznie skakała sobie do gardeł, kiedy do akcji wkroczył Cliff.
- Dobra, dosyć patafiany - uciął dyskusję Cliff - zabierajmy się stąd - Dodał, po czym cała trójka udała się na parking przed szkołą. 
*****************************************
Parking przed szkołą. 

 - Cliff, podwieziesz mnie do domu? - Spytał Kirk, zajmując miejsce pasażera z przodu starego Dodga, samochodu Burtona. 
- A mnie pod monopolowy - zakomenderował James, sadowiąc się z tyłu. 
- Kiedy wy wreszcie zrobicie prawa jazdy? Nie mogę was wszędzie wozić - zauważył Cliff wkładając kluczyki do stacyjki
-Ja nie mogę mieć prawka - odparł James - mam 15 lat. Chyba, że będziesz mi pożyczał wóz, a ja będę się woził nielegalnie - powiedział. 
- Po moim trupie - skwitował Cliff - W życiu nie pożyczę ci samochodu. 
- A Kirk? Niech on zrobi prawko - rzucił Hetfield. 
- Właśnie Kirk. Czemu jeszcze nie zapisałeś się na kurs? - Zapytał Cliff. 
- Zapisałem się - bąknął - ale mnie nie przyjęli. 
- Jak to? - Spytali jednocześnie James i Cliff. 
- Nie uwierzyli, że mam 16 lat - odparł chłopak i zaczerwienił się na buzi. O ile tylko rumieniec był możliwy na tak opalonej twarzy. Koledzy Kirka wybuchnęli natomiast gromkim śmiechem. 
- No fakt - zaczął Cliff dławiąc się śmiechem - spójrz na niego James, on wygląda jakby skończył dopiero dziewięć i pół roku . 
- Ale z taką twarzyczką to dziwne Kirk, że nie masz dziewczyny, one lecą na takie słodkie oczęta i delikatne rysy - drwił z kolei Hetfield. 
- Miałyby lecieć na niego laski? - Zdziwił się Cliff - Chyba tylko po to, żeby mu zmienić pieluchę - dodał. 
- Ej! Ja tu siedzę! - Krzyknął poirytowany Hammett - Śmiejcie się małe, krzywe kutafony, zobaczycie, jak kiedyś się wyrobię to wszystkie panny będą moje, a wy z tymi parchatymi mordami, będziecie mi zazdrościć. 
- Tak. Poczekajmy, aż Kirk się wyrobi - powiedział z udawaną powagą James.
- Ta. Jak gówno w betoniarce - dodał Cliff i znowu obaj zaczęli się śmiać. 
- "Jak gówno". Dobre, kolor już ma odpowiedni - dociął James.
- Nienawidzę was - odparł Kirk i zignorował pozostałe docinki kolegów. 
_________________________________________
20 maja 1978 roku, dom Jamesa Hetfielda, Grant Avenue, San Francisco

Skoro Jamesa obowiązywał teraz zakaz chodzenia do szkoły - z czego zresztą był wybitnie zadowolony - to chłopak postanowił zorganizować małą imprezę. Okazja była podwójna, ponieważ do końca tygodnia James miał cały dom dla siebie. Jego matka wyjechała bowiem na weekend do ciotki w Oklahomie zabierając ze sobą starszą* siostrę Hetfielda.
- Wolna chata - ucieszył się James sięgając po słuchawkę telefonu i wykręcając numer do Kirka. Chwilę czekał i słuchał jak długi, monotonny sygnał połączenia świdruje mu ucho.
- Plose - usłyszał cienki, sepleniący głosik, należący do młodszej siostry Kirka.
- Eee. Jessica? Daj mi swojego zjebanego brata do aparatu - rzucił chłopak i dopiero po chwili spostrzegł, że przeklął, i chyba nie było to najodpowiedniejsze zachowanie.
- Jus daje - odparła mała i zaczęła krzyczeć na cały dom, tak, że James również słyszał co się dzieje - Kilk! Kilk!! Dźwoni Dźiejms i mówi, że jesteś źjebany! - Na co Hetfield, po drugiej stronie słuchawki wyraźnie prychnął śmiechem. Oby pani Hammett tego nie słyszała, bo będzie przypał - pomyślał.
- Idę idiotko! - Wrzasnął Kirk - Powiem temu małemu chujkowi, że sam jest zjebany - warknął i wyrwał siostrze telefon.
- Czego, siurku? - Zapytał.
- Mam wolną chatę - rzucił James.
- Aha. Masz. Krzywe nogi jak srasz.
- No serio cipo, mam wolną chatę, robię imprezę. Wpadnij do mnie pomóc wszystko przyszykować.
- Zapomnij. Mam jutro klasówkę z filozofii Kasteina na angielski, czy coś. Nie dam rady.
- No dobra - odparł Het - Trudno, ale mam nadzieję, że wpadniesz chociaż na trochę, mimo to?
- Zobaczę co się da zrobić - odparł Kirk - Dzwoń do Cliffa, może on ci pomoże.
- No dobra, to do zobaczenia - pożegnał się blondyn, odłożył słuchawkę i wykręcił na cyferblacie numer do Cliffa. Tym razem odebrała od razu ta osoba, do której kierowany był telefon.
- Tak? - Spytał Burton. - Słucham.
- Siema Cliff. Mam wolną chatę i robię małą domówkę. Przyjdziesz z pomocą?
- No nie wiem. Trochę zajęty jestem, Kirk nie może?
- Nie, ma jakiś test z psychologii kasztana na biologię, czy coś- przekręcił wszystko Het - Zakuwa, obiecał, że wpadnie potem. Pomóż.
- OK. - Westchnął Cliff - Będę o szesnastej - Dodał i się rozłączył.
____________________________
*Deanna jest tak naprawdę młodszą siostrą Jamesa, ale na potrzeby one shota dodałam jej kilka lat. Deanna w opowiadaniu ma 17 lat. 
____________________________ 
*************************
Długie światła furgonetki Cliffa zamigotały na podjeździe Hetfieldów. James siedział na ganku i gdy tylko spostrzegł kolegę, wydarł do niego aby się przywitać. W domu wszystko było już praktycznie przygotowane na imprezę. Jedzenie było gotowe, bo mama Jamesa zostawiła mu pełną lodówkę i kilka gotowych dań, tak aby syn miał co jeść, kiedy jej nie będzie. Brakowało tylko w sumie najważniejszego - alkoholu i ... gości. James liczył zwłaszcza na jakieś dziewczyny. W końcu miał już 15 lat. To chyba odpowiedni moment, żeby znaleźć sobie dziewczynę. Oczywiście nie na stałe. Młody Hetfield miał siebie za playboya i bardzo starał się aby wszyscy inni też tak o nim myśleli. Aby podtrzymywać to złudne wrażenie, uznał, że niebawem trzeba będzie zacząć się chwalić swoimi łóżkowymi przygodami, w przeciwnym razie nikt nie uwierzy, że Hetfield ma jaja na swoim miejscu.
- Fajnie, że jesteś Cliff - rzucił pospiesznie Het i uściskał dłoń kolegi - Robimy tak: ja lecę oczywiście po panny, a ty ogarnij jakieś procenty - zakomenderował, co niespecjalnie przypadło do gustu Burtonowi. Nie lubił kiedy się nim rządziło, i tylko dla przekory odparł:
- Nie. To ja sprowadzę dziewczyny, a ty smarku wróć do domu i obdzwoń kolegów, oraz załatw piwo - odparł Cliff i z powrotem usiadł za kółko. Odjechał, zostawiając Jamesa samego na podjeździe.
Młodemu Hetfieldowi właściwie odpowiadał taki układ. Sam przecież nie miał pojęcia, skąd wziąć dziewczyny. Wszystkie starsze panny jakie znał, były po prostu koleżankami jego siostry Deanny. Ulżyło mu, że to Cliff zaoferował się załatwić ten "problem".
Tymczasem Cliff jadąc przed siebie główną drogą, sam zachodził w głowę skąd ma wziąć jakieś damskie towarzystwo. Był typem faceta, który trzyma się na uboczu, mało gada, zawsze jest niemodny i w dodatku grał na basie. Status basisty wśród dziewcząt ze szkoły średniej raczej nikomu nie imponował. Zwłaszcza jeśli nie miało się zespołu. A Cliff przecież okazjonalnie jammował tylko z Kirkiem i czasami z Jamesem, a ich próby wyglądały z reguły tak, że dwaj gitarzyści wykłócali się o solówki do nieistniejących utworów. Nie mieli nawet perkusisty.
Porażka.
Burton kręcił się po okolicy, starając się opracować jakiś plan, który pomoże mu nie wyjść na frajera przed Jamesem.
- Wkurwia mnie ten gówniarz - mówił pod nosem - Casanova jebany. Co mi do łba strzeliło, żeby brać na siebie tę część tej cholernej domówki. Trudno. Jak nic nie wymyślę to powiem, że dziewczyny miały inne plany. Obejdzie się. Wszyscy się najebiemy i też będzie fajnie - kontynuował swój monolog, kiedy nagle, kilka metrów przed sobą spostrzegł grupę młodych dziewczyn,swoich rówieśniczek. Niektóre nawet kojarzył ze szkoły. Otaczały kogoś wianuszkiem, śmiały się i co chwila zalotnie poprawiały włosy. Cliff zwolnił i podjechał na pierwszym biegu, niespiesznie, jak detektywi w filmach akcji.
- Lesby jakieś, czy jaki chuj... - zastanawiał się Cliff, ponieważ za cholerę nie potrafił dostrzec do kogo owe dziewczyny się wdzięczą. Na jego oko stało tam siedem dziewczyn. W tym jedna jakaś niska, trochę pyzata blondynka, z włosami do ramion. W sumie dość brzydka. Gdyby nie te sarnie oczy to nie byłoby na co patrzeć. Bez cycków, bez tyłka. W męskich ciuchach ....
- Zaraz ... - zaczął się zastanawiać Burton - To jest ... to ... to facet? - Zapytał sam siebie, zdziwiony i trochę obrzydzony tym co właśnie odkrył.
- Na co się gapisz, grim lille pik* - odezwał się pół angielszczyzną, pół nie znanym dla Cliffa języku chłopak. Burton przez moment był tak zmieszany, że nie wiedział co odpowiedzieć, a jego milczenie potęgowało drwiący uśmiech na twarzy chłopaka stojącego na poboczu.
- Emm .... - zaczął Burton.
- To mówi - żachnął się blondyn i tym razem Cliff bardzo wyraźnie usłyszał akcent, zachodni, europejski. Może niemiecki? - Zastanawiał się przez chwilę.
- Wydukaj wreszcie, nie mamy całej nocy tylko dla ciebie - ponaglał ironicznie tamten, a dziewczyny go otaczające rechotały z zadowolenia.
- Zauważyłem was jadąc samochodem po ... dziewczyny z koledżu - wypalił, co było kłamstwem - ale odwołały spotkanie, aaaa .... jest impreza, niedaleko u mojego kumpla i może, pomyślałem, czy może wpadłybyście? - Zakończył pytanie kierując je do dziewcząt, ponieważ za wszelką cenę chciał uniknąć rozmowy z chłopakiem.
- Dans, mine kære damer!** Wykrzyknął blondyn - Chcemy udać się na potańcówkę, dziewczęta? - Zapytał je, ignorując zupełnie obecność Cliffa. Towarzyszki tajemniczego, niskiego blondyna, zaświergotały radośnie i skinęły głowami. 
- Damer første*** - odparł, widząc ich aprobatę, po czym wskazał na samochód Cliffa, zupełnie tak, jakby to była jego limuzyna, a Burton robił za szofera - Wieź na na tę imprezę - ponaglił, kiedy wszyscy usadowili się w środku.
_______________________________
*Grim lille pik - (dun) - szpetny mały chujku.
**Dans, mine kære damer! - (dun) - Potańcówka, moje drogie panie!
***Damer første - (dun) - Panie przodem.
________________________________
******************************************
Ponownie w domu Jamesa

Goście, których zaprosił Cliff wtoczyli się całą grupą do salonu w domu Hetfieldów, gdzie impreza zaczynała się rozkręcać. Kirk, który przybył przed paroma chwilami, wspomógł mini barek, przynosząc od siebie z domu nalewki swojej mamy. Młodym ludziom nie było potrzebne nic więcej do szczęścia. 90% takich domówek kończyła się ledwie po północy, bo młodzi byli już wtedy pijani i upaleni ziołem. W dodatku teraz, James zniósł ze strychu sziszę swojego starszego brata, w której zamierzał prażyć tytoń oraz liście marihuany. 
- Naprawdę chcesz się tym truć? - Zapytał Kirk, patrząc na sziszę - Pewnie nawet nie umiesz tego obsługiwać, zjebiesz coś i jeszcze wszyscy się potrują. 
- Tobie i tak nie dam się sztachnąć - odparł Het - To dla wybranych - dorzucił, szamocząc się z podstawką i wężykami do hookah. 
- Cliff wrócił - zmienił temat Hammett - I przyprowadził dziewczyny - dodał wyraźnie zaskoczony i zadowolony. James porzucił na chwilę swoją nową zabawkę i spojrzał na salon. 
- Ta brzydka jest dla ciebie - zażartował, szturchając Hammetta w bok, podczas kiedy Cliff właśnie pospiesznie się do nich zbliżał. 
- Ta brzydka to facet - wysapał Burton, otwierając sobie piwo. 
- Pojebało cię?! - Obruszył się Het - Czego sprowadzasz mi jakiegoś fagasa do domu, miałeś załatwić laski! Takie co mają brzoskwinkę między nogami, a nie parówę! 
- Spierdalaj - syknął Cliff - Bez tego kolesia nie miałbyś tu żadnej "brzoskwinki". - A widząc zaskoczenie i pytające miny towarzyszy kontynuował - Stały z nim na poboczu, a on je urabiał jak chciał. Ma gadane. Otaczały go jak jakąś pierdoloną gwiazdę rocka. 
- Chyba gwiazdę cocka* - bąknął James, nie dowierzając, jak coś tak małego, szkaradnego z wątpliwą urodą i chłopięcym meszkiem pod nosem, może się komukolwiek podobać. Dopiero teraz dobrze przyjrzał się temu "nieproszonemu gościowi". Chłopak ubrany był w koszulkę z logo Motorhead, ciasne, wąskie spodnie i sportowe buty Adidasa. Wszystko markowe. 
- Bogaty szczyl - zauważył. Uwagę przykuwała też mała reklamówka, którą nieznajomy trzymał w ręku. 
- A w tej torbie pewnie nosi swoje jaja, bo w tych rajtuzach na bank mu się nie mieszczą - zakpił Het. 
- Nosisz takie same - odparł Kirk. James jednak nie zdążył ripostować, ponieważ "gość" właśnie wyciągnął z małej torebki butelkę Jacka Danielsa.
- Zaprosimy pana Jacka na imprezę?! - Krzyknął do ludzi, a w odpowiedzi usłyszał gromkie brawa zwiastujące aprobatę dla pomysłu. 
- Czy on się właśnie zaczyna rządzić w moim domu! - Wrzasnął poirytowany James - Dosyć tego, wypierdolę go zaraz na ryj. - Dodał i ruszył śmiało w stronę rówieśnika. W powietrzu wisiała bójka. Cliff oparł się o kredens obserwując wszystko z bezpiecznej odległości, jednak tak, aby w razie czego móc interweniować. Kirk usiadł na kanapie, obliczając w myślach ile czasu zajmie policji przyjazd tutaj, jeśli któryś z sąsiadów zgłosi nielegalną imprezę, bez opieki dorosłych. James stał już obok swojego przeciwnika i w tym właśnie momencie mocno szarpnął go za ramię, mówiąc:
- Ofiara dziurawego kondoma! 
- Miło mi, jestem Lars - odparł tamten niewzruszony - Starzy cię chyba nie kochają skoro ci dali takie imię. - Dodał Lars bardzo spokojnym, aczkolwiek kpiącym głosem, na co James zaperzył się jeszcze bardziej. 
- Za to twoi starzy za moment będą musieli karmić cię przez rurkę, jebana cipo, bo zamierzam przemeblować ci ryj - zagroził Hetfield. Drwiący uśmiech na twarzy Larsa tylko się poszerzył. Duńczyk, chociaż sporo niższy od swojego przeciwnika, zdawał się być bardzo pewny siebie i nieustraszony. 
- Walka Dawida z Goliatem, runda pierwsza - szepnął Cliff. 
- No? Na co czekasz? - Prowokował Lars - Pokaż co potrafisz - dodał, a James cały czerwony ze złości, zamknął dłoń w pięść i zamachnął się na swoją ofiarę. Kiedy pierwszy cios miał spaść na twarz Ulricha, ten wykonał szybki unik w bok, tak, że James, całym swoim ciężarem, zamiast uderzyć prawym sierpowym, wylądował pięścią w karafce z winem, która rozparła się na miliony kawałków, raniąc go boleśnie w dłoń. Kiedy stracił równowagę i lekko się zachwiał, Lars kopnął go w zadek i James upadł na stolik, rozwalając go na pół. 
W salonie zaległa cisza. Wszystkie oczy patrzyły teraz to na gospodarza domu, to na nowego chłopaka, który dumnie triumfował, stojąc nad Jamesem. 
- Dawid wygrywa przez nokaut techniczny - skwitował Cliff. 
- Nuda. W Biblii był spoiler - prychnął Kirk. James natomiast gramolił się po podłodze, czując gorzki smak porażki i upokorzenia. 
- Czas odprowadzić nasze gwiazdy do narożników - zdecydował Cliff, postanawiając zabrać Hetfielda, aby temu nie przyszło do głowy wszczynać większej burdy. Podszedł do kolegi i pomógł mu wstać. James jeszcze przez chwilę rzucał się i chciał oddać Larsowi, ale Cliff był silniejszy. Bez słowa udało mu się wyprowadzić kolegę do kuchni. Lars powiódł wzrokiem po zebranych gościach i rzekł, jak gdyby nigdy nic:
- Koniec przedstawienia. Zaczynamy imprezę!! 
Do kuchni zaraz za Cliffem i Jamesem poczłapał Kirk. Burton właśnie wyciągał resztki szkła z wierzchniej strony dłoni Hetfielda. 
- Boli? - Kirk zadał idiotyczne pytanie. 
- Nie kurwa, łaskocze - warknął James przez zaciśnięte zęby - Wrócę tam i spuszczę temu małemu gnojkowi takie lanie, że mnie popamięta - dodał i podjął próbę wyrwania się z troskliwych rąk Cliffa.
- Siedź tu! - Wrzasnął Burton - Jeszcze nie skończyłem. I nie martw się. Nasz nowy kolega z pewnością już cię zapamiętał.
- Noo. Nie popisałeś się James - prychnął Kirk - Dałeś się pobić jakiemuś frajerowi z Europy.
- Wydaje mi się, że tę najgłębszą ranę trzeba zszyć - powiedział Cliff oglądając rękę Jamesa.
- Mam to w dupie! Puść mnie, mam tam sprawę do załatwienia - obruszył się Hetfield.
- Nigdzie nie pójdziesz. Co najwyżej na pogotowie - powiedział stanowczo Burton.
- Żadnego pogotowia! Jeśli tam pojedziemy, moja matka natychmiast się dowie od doktora Smitha, że się biłem!
- I tak się dowie geniuszu. Co jej powiesz, jak zobaczy, że masz pociętą całą łapę?!
- I połamane meble w salonie - dodał Kirk.
- Stolik w salonie można wymienić. A co do ręki ... nie wiem. Powiem, że wyjebałem się na deskorolce.
- To samo możesz powiedzieć na pogotowiu - zauważył Cliff.
- I tak nigdzie nie pojedziecie - odparł Kirk - Ty Cliff, piłeś już piwo, a od Jamesa wali wódką i dymem z tej cholernej sziszy.
- A ty nie masz prawka - zakończył Cliff, niechętnie przyznając Hammettowi racje. Nie mieli jak dostać się na oddział ratunkowy, byli uziemieni. Impreza w salonie trwała w najlepsze, ale James nie miał ochoty tam wracać, zwłaszcza, że koledzy zabronili mu wszczynać kolejną kłótnię. Zabrali trochę piwa i resztę nocy spędzili w garażu, wygnani z własnej domówki.
___________________
*Cock (w angielskim slangu) - kutas
________________________
*******************************************
21 maja 1978 roku, dom Jamesa

James zbierał puste puszki i butelki po piwie, które walały się po całym domu. Na szczęście, nie było tego dużo. Wszyscy goście zaraz po północy przenieśli się do innego domu, a inną imprezę, albo po prostu wrócili do siebie. Cliff i Kirk odjechali nad ranem, chcieli wziąć prysznic, przebrać się, bo niestety trzeba było iść jeszcze do szkoły. James też powinien się tam stawić. Minęły już trzy dni kary, kiedy był zawieszony od zajęć. Nie chciało mu się wracać do budy. I tak nie mógłby pisać, bo bolała go ręka, ale jeśli zostanie w domu, a jego matka i siostra wrócą przed południem to zorientują się, że wagarował. 
Nie miał wyjścia. Musiał iść. 
Ogarnął salon i pozostałe pokoje, na tyle na ile potrafił. Połamany stolik i zbitą karafkę wrzucił do kosza. Miał szczęście, że dziś śmieciarka wywoziła nieczystości, bo od razu pozbędzie się dowodów imprezy. 
Dom wyglądał względnie czysto. On sam czuł się podle, był już spóźniony, ale mimo to postanowił, że pójdzie na drugą lekcję. 
______________________________
The Bay School, San Francisco

Lekcja matematyki odbywała się z wychowawczynią klasy, do której chodził James. Kiedy wszedł do sali, od razu zajął miejsce na końcu, przy oknie, położył plecak na ławce i postanowił, że odeśpi ostatnią noc. 
- Witam wszystkich - powiedziała nauczycielka. Odczekała chwilę, aż klasa się uspokoi i kontynuowała - Chciałabym, abyście poznali nowego ucznia naszej szkoły. Nazywa się Lars - James słysząc to imię poderwał się z ławki i zaczął szukać wzrokiem chłopaka - Lars Ulrich - dodała nauczycielka - Lars przeprowadził się ze swoimi rodzicami z Los Angeles, a wcześniej z Danii. Lars, czy chcesz dodać coś od siebie? - Spytała, a mały Duńczyk naturalnie, z wrodzoną sobie umiejętnością wspaniałego mówcy zaczął zagadywać klasę. James siedział jak wryty i świdrował Ulricha wzrokiem. "Kto zmienia szkołę, tydzień przed końcem roku?" - Zapytał siebie w myślach, a zaraz potem wpadł na wspaniały pomysł odegrania się na Ulrichu. Postanowił dorwać go po lekcjach i spuścić mu łomot. Przez całą lekcję gapił się na nowego ucznia, podczas kiedy Lars ani razu nie spojrzał w jego stronę, kompletnie go ignorując. 
Plan Jamesa, aby skuć Larsowi mordę spalił na panewce, zaraz po dzwonku. Powód był prosty. Mały Duńczyk wmieszał się w tłum ludzi i James zwyczajnie zgubił go, kiedy obaj wychodzili z klasy. Nie przejął się jednak zbytnio. Uznał, że skoro teraz obaj chodzą do tej samej szkoły, to dopadnie go innym razem. A jeśli nie zdąży przed końcem roku, to ma przecież całe wakacje. Tymczasem pospieszył do stołówki, odszukać swoich starszych kolegów, aby poinformować ich o tym co się wydarzyło. 
- Ten mały kutas jest w szkole - obwieścił, sadowiąc się pomiędzy Kirkiem a Cliffem oraz jednocześnie przysuwając sobie talerz z drugim śniadaniem Hammetta do siebie. 
- Ja to jadłem! - Jęknął Kirk. 
- Myślałem, że skończyłeś - odparł James, choć talerz Kirka był ledwie ruszony - Dopadniemy go we trzech, po zajęciach na boisku, co wy na to? 
- Wczoraj się chyba w głowę uderzyłeś za mocno - powiedział Cliff - Nikogo nie będziemy bić i ty też nie. Nie potrzebujemy, żeby nas wyrzucono ze szkoły przed końcem roku, co akurat w twoim przypadku jest bardzo możliwe, biorąc pod uwagę pełną liczbę wszystkich twoich wykroczeń. Odpuść. Zapomnij. - James wyraźnie nie mógł uwierzyć w słowa Cliffa, ale niestety jego starszy kolega miał rację. Hetfield zmieniał szkołę przynajmniej dwa, trzy razy do roku dopóki nie trafił do Bay School. Tu poznał swoich jedynych przyjaciół i tylko tydzień dzielił go od tego, aby choć raz prawie bez problemów skończyć klasę. Cliff miał rację. Jak zawsze. 
- Będziesz miał okazję dopaść gnojka w wakacje - dodał na pocieszenie Kirk, próbując odzyskać swój talerz. 
____________________________________________

30 maja 1978 roku, San Francisco

Zamiar zemsty na Larsie zaczął odchodzić w zapomnienie, tym bardziej, że James przed końcem roku musiał poprawić oceny z trzech przedmiotów, napisać zaległe prace oraz zrobić gazetkę na korytarzu. Ostatni tydzień szkoły minął mu więc na korepetycjach z Cliffem oraz ogólnej pomocy ze strony jego znajomych. Udało się. Skończył dziewiątą klasę. Wprawdzie nie odebrał świadectwa z wyróżnieniem, ale i tak był z siebie dumny. 
Teraz można było rozpocząć wakacje. 
Kirk postanowił znaleźć tymczasową pracę i zatrudnił się na pół etatu w Burger Kingu. Cliff pracował tak samo jak w poprzednie wakacje na stacji benzynowej, natomiast James ... robił wszystko,aby nie iść do pracy. Zaczął poważnie myśleć o założeniu własnej kapeli. Zrobił w garażu miejsce na próby i systematycznie rozpoczął wykładanie ścian dłubankami po jajkach, tak aby maksymalnie wyciszyć pomieszczenie. Po kilku dniach nieprofesjonalne studio było już gotowe. Można było zaczynać próby. Wprawdzie "zespół" ciągle składał się tylko z trzech członków i brakowało im perkusisty, ale James miał już na to sposób. 
- Kirk - będziesz grał na garach - obwieścił koledze i wskazał ręką na zestaw perkusyjny, składający się z dwóch kubłów na śmieci, kilku wiaderek, garnka oraz deski do krojenia. 
- Jaja sobie robisz - wysapał Kirk, bo dopiero co przeszedł całe miasto, od Burger Kinga do domu Jamesa. I to na piechotę. 
- Ja gram na gitarze i śpiewam, Cliff gra na basie. Potrzebujemy perkusisty i ty nim będziesz. 
- Nie będę grał na perce, kutafonie, bo nie umiem! - Krzyknął Kirk. 
- Phy. Na gitarze też nie potrafisz, a jakoś grasz - zakpił Het, na co Kirk zrobił wielkie oczy.
- To akurat nieprawda - zauważył Cliff, biorąc Kirka w obronę - Kirk radzi sobie całkiem nieźle, za to ty mógłbyś się bardziej przykładać, a poza tym, co ty chcesz śpiewać, jak nawet tekstów nie mamy? 
- Covery. Na początek - odparł James, lekko urażony uwagami Cliffa. 
- OK. To ustalone. Jak się nazwiemy? - Dopytywał Burton. 
- Deathwish! - Wykrzyknął bez namysłu James, mając w zanadrzu jeszcze kilka chujowych nazw, które wyrzucił z siebie jednym tchem - Albo ... Death Threat, Death Chamber - Im wymieniał dłużej, tym bardziej niedorzeczne nazwy padały: - Nixon, Dumb Fuck, Bigmouth and Friends, Execution, Exterminator, Helldriver, Napalm, Vietnam, Thunderfuck*! - Wykrzyknął ostatnią propozycję. 
- METALLICA - padło z czyichś ust. James spojrzał na Kirka i Cliffa, ale to żaden z nich, obaj zaś patrzyli na kogoś kto chyba już od jakiegoś czasu opierał się o drzwi garażu i przysłuchiwał się ich rozmowie. 
- A ten co tu do licha robi? - Spytał Kirk. James natomiast szybko rozpoznał Larsa.
- Wypierdalaj! - Zawołał do Duńczyka, który zaczął panoszyć się po garażu. Lars spojrzał na prowizoryczną perkusję i szeroko się uśmiechnął. 
- Cicho narwańcu - odparł. - Widzę, że macie ambicje, ale zupełnie nie macie pojęcia o co w tym chodzi.
- Bo ty wiesz! - Rzucił poirytowany James. 
- Owszem, wiem. Daję wam jedyną możliwość, aby założyć profesjonalny zespół. Możecie przyjść do mnie, pokażę wam wzmacniacze, sprzęt do nagrywania no i przede wszystkim prawdziwą perkusję - odparł Lars. Wszyscy pozostali stali jak wryci. 
- Poradzimy sobie bez ciebie - odezwał się w końcu James - a teraz wynoś się, albo pokażę ci profesjonalny wpierdol. 
- Jak chcecie - powiedział Ulrich - daję wam czas do końca tygodnia - dodał i grzecznie zostawił chłopaków w spokoju. 
- Kutas. Ma czelność tu przyłazić - szepnął James. 
________________________________
*Są to autentyczne nazwy, jakie Lars (nie James,) miał na swojej liście, zanim ukradł koledze nazwę Metallica.
____________________________ 
****************************************
02 czerwca 1978 roku, San Francisco 

 Kirk miał już dosyć chodzenia do pracy na piechotę i postanowił zapisać się na kurs prawa jazdy, na który wcześniej go nie przyjęto. Przedtem jednak poprosił Cliffa o udzielenie kilku lekcji. Burton bardzo chętnie na to przystał, bo wreszcie istniał cień szansy, że przestanie on być szoferem dla swoich kumpli. James również towarzyszył Kirkowi w nauce, sam chętnie siadłby za kółko ale musiał najpierw skończyć 16 lat, a poza tym, nie miał samochodu. 
- Czemu ten cholerny samochód mi gaśnie! - Irytował się Hammett, ponieważ kolejna próba odpalenia Dodga Cliffa się nie powiodła. Burton nie miał już siły tłumaczyć, co Kirk robi źle, a James tylko zataczał się ze śmiechu. 
- Spuść ręczny - powiedział w końcu przez śmiech Hetfield. 
- To jest hamulec awaryjny - poprawił go Cliff - na ręcznym radzę się nie spuszczać, bo będziesz miał wszędzie mokro - zażartował. 
- No bardzo śmieszne - odparł Kirk i wreszcie odpalił auto po czym zrobił kilka kółek po podwórku. 
- Nieźle ci idzie - pochwalił Cliff. Wszystkiemu przyglądał się Lars, stojąc po drugiej stronie ulicy. W końcu postanowił podejść do chłopaków. 
- Namyśliliście się? - Zapytał, kiedy już wszyscy go zauważyli. 
- Nie potrzebujemy cię - prychnął James. 
- Naprawdę masz ten profesjonalny sprzęt? - Zapytał Cliff, lekceważąc nastawienie Jamesa.
- Tak. Jak nie wierzycie to pojedźcie do mnie, pokaże wam. 
- I wzmacniacze? - Spytał Kirk.
- Owszem. I gram na perkusji, a zdaje się, brakuje wam pałkera - zauważył. Cliff i Kirk byli gotowi spróbować. Tylko James był jeszcze nieprzekonany. Lars to zauważył, więc zwrócił się do niego:
- Słuchaj. Przepraszam, że wtedy tak wyszło, nie miałem pojęcia, że się wyjebiesz na ten stolik. Naprawdę nie chciałem ci zrobić krzywdy. Zgoda? - Wyciągnął rękę w stronę Jamesa proponując rozejm. 
- Nie będę się ściskał z jakimś europejskim ciołkiem - bąknął ciągle obrażony James. 
- Stawiam piwo - dodał Lars.
- Dobra! - Jęknął James - Jedźmy zobaczyć co takiego tam masz. 
- Mogę prowadzić? - Spytał Lars patrząc na Cliffa.
- Zapomnij, pewnie też nie masz prawka. 
- Nie mam, ale potrafię jeździć. Ojciec pożycza mi Mercedesa - odparł - Poza tym, droga jest skomplikowana, mieszkam kawałek stąd, będzie szybciej jeśli dasz mi poprowadzić i pojedziemy skrótem - Lars brzmiał bardzo przekonująco więc Cliff się zgodził. Wsiadając do auta, James zażartował:
- A dostaniesz do pedałów karzełku? Może ci poduszkę podłożyć? - Lars nie skomentował tej uszczypliwej uwagi po czym perfekcyjnie odpalił auto i płynnie wyjechał z podjazdu na drogę. Około 30 minut później, wszyscy czterej znajdowali się w jednej z bogatszych dzielnic San Francisco, przed dużym, ładnym domem. 
______________________________________
Tego samego dnia, dom Larsa

Rezydencja zrobiła na chłopakach niemałe wrażenie, ale żaden nie skomentował tego na głos. Lars zaprowadził ich do swojego pokoju, gdzie uderzyła ich ilość płyt na półkach z nazwami zespołów, których nawet nie znali. Ściany zdobiły plakaty z europejskich wydań Metal Hammer i Metal Massacre oraz Kerrang! W rogu stała perkusja, z sąsiedniego pokoju Lars przyniósł nieduże wzmacniacze do gitar oraz dwuścieżkowy magnetofon szpulowy. Wszystko wystarczyło aby nagrać taśmę demo. Marzenie Jamesa o własnym zespole, zmaterializowało się w pokoju Larsa Ulricha. 
- I co teraz? - Zapytał.
- Jak to co. Jesteśmy Metallica! - Zawołał Lars - Wchodzicie w to?
- Bezapelacyjnie - odparł Kirk.
-Do samego końca - podsumował Cliff.
******************************
*****************
***
KONIEC 


5 komentarzy:

  1. Jeju, co tu się zadziało :O Inny wygląd i łan szot. Taaak! Napiszesz jeszcze trzy kolejne! Uwielbiam Cię! *.*
    Pozwolisz, że powyższy one shot zacnie skomentuję po 21 czerwca? Lars się chyba nie obrazi.
    //Joanne Isbell

    OdpowiedzUsuń
  2. Siusiak, Belladonna! Nieprzytomna jak zombie i zmęczona jak po kilkudniowej imprezie zwlekałam z przeczytaniem tego, gdyż komentowanie w ostatnim czasie nie jest moją stroną. Jednak wchodząc na bloggera i widząc, że dodałaś one shota nie mogę się dłużej powstrzymać i zabieram się do czytania!
    Na początku odniosę się do wyglądu bloga- niby nieduże zmiany, ale całkiem inna strona. Podobają mi się te szarości. Nagłówek świetnie się prezentuje w tych odcieniach, ale zwrócę uwagę na pomniejszoną czcionkę- jest maleńka, więc nie wiem czy nie będę musiała poszukać okularów...a nie mam zielonego pojęcia gdzie są.
    ''heavy metalowe smark'' oderwały mnie od załączonego 'Load' w dosyć komiczny sposób. Ta sytuacja idealnie pasuje do słów ''Outta my way, outta my day '' z Ain't my bitch, ale nie po to tutaj jestem. Miałam skomentować one shota, a nie rozpisywać się na temat Mety, którą mocno zaniedbałam na rzecz Rudego Pijaka, którego spotkanie będę przezywać jeszcze długo. Niech to...siusiak trąbnie! Nieważne...James! Szczerze mówiąc, taki... Hetfield doprowadza mnie do śmiechu. Jego postać tutaj strasznie kojarzy mi się z naszym ulubionym Robaczkiem z 'Dream on'.
    ''Biała dama'' i akurat wczoraj dostałam przepis na ciasto o tej nazwie. Chyba przez jakiś czas się nie pokuszę o jego wykonanie.
    Jest Het, jest impreza! A raczej jej brak, gdyż dzieciaczek za bardzo skupia się na tym, żeby 'zamoczyć'. Na szczęście Cliff opanował sytuację i wyrwał kilka panienek, a raczej dał się zamieść pod ten swój samochód naszemu małemu Robaczkowi! Szkoda, że żaden z Panów nie zaczął się do Larsa porządnie przystawiać. Z tego mogła by wyjść bardzo ciekawa akcja. Już widzę, jak nasza kudłata pipa (tak Kirk, o Ciebie mi chodzi) próbuje swojego magicznego podrywu na Ulrichu. O mamo...
    ''A w tej torbie pewnie nosi swoje jaja, bo w tych rajtuzach na bank mu się nie mieszczą '' you made my day xD Ten tekst absolutnie i bezwzględnie wygrywa w tym tekście! Teraz będę chodziła po domu z szerokim bananem na twarzy i wyobrażała sobie albo blady tyłek Hetfielda albo jego poczynania na brzoskwiwniowo-parówkowym gruncie.
    Lars wydaję się być tu taki... trochę z niego taki casanova wychodzi. Duński demon seksu i te sprawy. Pozostaje mi tylko czekać, aż zaatakuje jakąś dwa razy wyższą niewiastę swoim wijącym się, nienasyconym wężem aka kobbrą iście królewską. Fuu... wyobraziłam do sobie.
    No i mamy naukę jazdy i powstanie Mety. Podoba mi się Twoja alternatywna wersja tego przełomu w thrashu, jakim w jednej piątej była Metallica. Bardzo spodobała mi się kreacja takiego innego Cliffa. Nie wiem jak sensownie to nakreślić, więc tylko powiem, że urzekł mnie całkowicie.
    Musisz mi wybaczyć mało sensowny komentarz, ale jestem nieżywa. Absolutnie. Jednak...poradziłam sobie bez okularów- których i tak bym nie znalazła pewnie- więc Larsiątko powinno docenić moje starania.
    Czekam na pozostałe one shoty- i w dalszym ciągu liczę na Twój dłuższy pobyt do blogosfery, Ewa.
    Życzę dużo weny, do następnego :) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękóweczka za przybycie po mimo turbulencji ;) O tak, koncert w Łodzi był piękny, choć bardziej chyba czekałam na pana Sixxa niż Rudego, bo z nim już miałam przyjemność ;)

      Co do czcionki to sama myślałam, czy by nie walnąć większej, żeby poprawić komfort czytania. Spróbuję to poprawić.
      Dzięki za odwiedziny ;)

      Usuń
  3. Przypadkowo trafiłam na to i poprzednie opowiadanie. Super poczucie humoru i teksty! Bardzo fajnie sie czytało :D

    OdpowiedzUsuń

  4. Halo, halo, pojawia się Isbell!
    Po zaliczeniach, po egzaminach i po powrocie z różowym świadectwem. Kto w ogóle wymyślił ten kolor?! I to w technikum, pfu.
    Jaki prawdziwy dodatek. U mnie jest cholernie gorąco. Jakieś 36 stopni. Jeszcze jak byłam na zakończeniu w czarno-czarnych spodniach. Ugh, piekarnik to mało powiedziane.
    Jak Cliff opierdoliłby się na łyso, to nie byłby Cliffem. Przecież Cliffa Burtona charakteryzują te długie, piękne włosy *.* A raczej charakteryzowały (*).
    HAHAHAHAHA. James zawsze musi robić z siebie widowisko, ale tym razem no przegiął. Ta jego blada dupa na pewno zapisze się w historii tej szkoły. :p A raczej w umyśle pani Kent.
    Hah, wyobraziłam sobie Cliffa jak tak powoli unosi rękę i wymierza środkowy palec w Jamesa. Akurat go babka musiała przyłapać, hahaha.
    Pan Clay skojarzył się z moim wicedyrektorem, którego wszyscy kochają. Co prawda nikt nie wylądował u niego na dywaniku z powodu wypiętej dupy, ale z innych powodów na pewno.
    Hahahaha, zawieszenie w prawach ucznia tak bardzo cieszy.
    W kwestii wyglądu Jamesa raczej wolę się nie wypowiadać. xD Ale fakt, faktem, na tę dupę, pfu, wygląd leciało/leci dużo lasek.
    Hahahaha, chciałabym zobaczyć piętnastoletniego Hetfielda szalejącego za kierownicą. Cliff by zawału dostał :p
    Kirk taki wrażliwy. :P A powiedzenie "jak gówno w betoniarce" było bardzo dopasowane. xD
    Haha, ciekawe, co by było jakby to usłyszała pani Hammett. James by miał nieco przerąbane.
    Psychologia kasztana na biolę. xDD Uwielbiam Cię.
    Sziiiiiiisza.
    HAHAHAHAHA! Pomylenie Larsa z dziewczyną naprawdę jest możliwe. Potwierdzono naukowo. Nie obrażaj się, Larsiu. :*
    Duński jest genialny. :D
    "Brzoskwinka" i "parówa" xD James rozwalasz system.
    Oczywiście, na porządku domówki jest bójka, w której zawsze się musi coś rozjebać. Dodatkowo komentarze Cliffa na podstawie Biblii i "nokaut techniczny" były genialne, hahahahahaha.
    Kirk taki odpowiedzialny. Nie pozwolił kolegom jeździć "po pijaku". Nie ma to jak być wygnanym z własnej imprezy.
    Pozbywanie się dowodów imprezy. XD Ostatnio mama kupiła szklanki (na szczęście takie same, jakie stoją w szafce). Pojechali gdzieś z tatą i siostrą, a mi przy zmywaniu jedna ta szklanka się zbiła i rozwaliłam palec. A wcześniej, zanim kupiła, miała pretensje, że zbijamy, a ja mamie na to, że ja żadnej nie zbiłam. Po rozwaleniu się szklanki,"pozbyłam się dowodów zbrodni" :P
    Mały Duńczyk szybko wtapia się w tłum. Mały ninja.
    Cliff zawsze ma rację.
    THUNDERFUCK XDD Rozjebało.
    No tak. Bo w końcu Metallica to kapela Larsa, której frontmanem dla niepoznaki jest James.
    Hah. Jakbym widziała siebie na pierwszej jeździe z dziadkiem. XD Za szybko sprzęgło. :P ALe no co, kurs mogę robić dopiero od sierpnia. :/ Trzy miesiące przed osiemnastką...tak bardzo koniec piździernika.
    Hahaha. W końcu Lars jest co najmniej 20 cm niższy niż James. Ale poduszka pod tyłkiem chyba bardziej by mu przeszkadzała do dostania się do pedałów...:P W końcu dupa wyżej, to nogi wyżej, a on nadal nogi ma króciutkie.
    Dwuścieżkowy magnetofon szpulowy? :o Jaki to był kiedyś szał!
    To nie jest alternatywna historia. To jest prawdziwa historia. XD
    Czekam na KISS! Niech Gene mnie rozśmieszy jeszcze bardziej (o ile to możliwe).
    Sayo!
    Joanne

    OdpowiedzUsuń

Belladonna i Lars proszą o komentarze ...

Jeśli nie zostawisz komentarza ... Lars Ulrich Cię pozwie ...