16 lipca 2015

Dream on XXXV - OSTATNI ROZDZIAŁ

Poniżej znajdują się TRZY, tak, trzy ostatnie rozdziały "Dream On". Zdecydowałam się dodać je na raz, głównie ze względu na te osoby, które czekały na zakończenie. Uznałam, że należy im się ono bez niepotrzebnego przedłużania. Tym samym kończę moją przygodę z pisaniem. Dziękuję każdemu, kto tu był, czytał i komentował.



17 marca 1989 roku, stadion Tampa, Floryda


MONSTERS OF ROCK - Dzień pierwszy
_________________________________

Trzydniowy festiwal rozpoczynały trzy koncerty - Guns' N'Roses na otwarcie, Metalliki jako supportu i Ozzy'ego w roli headlinera. Chłopaki z Metalliki weszli na scenę podekscytowani faktem, że zaraz po chich będzie grał ich guru - Ozzy. Spotkali go kilka razy w korytarzu przed koncertem, ale nie mieli odwagi zagadać. Każdy z nich słuchał Black Sabbath i była to dla nich wielka rzecz zobaczyć byłego wokalistę kultowego zespołu na żywo. 
Set zaczął się mocno i zadowalająco. Zabrzmiały trzy kawałki uwielbiane przez tłum: "Creeping Death", "For whom ..." i "Fade to black". Wszystko szło świetnie i zaraz mieli przechodzić do perkusyjnego solo Larsa, które wiązało przejście do coveru Misfits - "Last Caress". Gdy zbliżali się do punktu kulminacyjnego, nad stadion wpłynął helikopter z Jonem Bon Jovi na pokładzie. Uwaga tłumu skupiła się na lądowaniu maszyny, która miała przygotowane lądowisko na backstage'u. Całość trwała jakieś 10 minut, ale dla Jamesa to była wieczność. Huk maszyny zagłuszał skutecznie cały występ.
-Pierdolony dupek - warknął James - Robi to celowo, próbuje zniszczyć nam set! - Pieklił się. Zszedł ze sceny za kulisy, złapał marker i na swojej białej gitarze nazgryzmolił napis "Zabić Bon Jovi"*. A gdy wrócił po chwili przed mikrofon zucił jeszcze w stronę tłumu coś o "spandexie, makijażu i piosenkach w stylu >oh baby<".
___________________________
*Chciałam znaleźć fotkę tej gitary, ale przepadła gdzieś w otchłaniach mojego laptopa.
_____________________________
18 marca 1989 roku, Tampa, Floryda 

MONSTERS OF ROCK - Dzień drugi
________________________________

 Dziś grali Bon Jovi i Aerosmith. 
Jon od samego rana był zaczepiany przez dziennikarzy i pytany o sytuację z wczorajszego dnia. Z oczami jak 25 centów, udający zaskoczonego i jak zawsze miły dla wszystkich tłumaczył się, że wcale nie chciał popsuć nikomu występu i nie wie o co chodzi. Jednak uwagi o "spandexie" go zabolały. Oba zespoły na zawsze miały pozostać we wrogim nastawieniu. 
Steven spacerował po backstage'u i nucił "Mama kin". Każda kobieta pracująca przy obsłudze stadionu posyłała mu uśmiech błagający o to, by zwrócił na nią uwagę. Jednak wzrok Tylera przykuł mały, biały piesek rasy York, który .... właśnie podniósł nogę i osikał mu nogawkę spodni. 
-Mój Boże! - Krzyknęła Ellen - Tak bardzo mi wstyd! Przepraszam Panie Tyler - wybełkotała do swojego jak by nie było, byłego pracodawcy. 
-Ellen Verner! Nasza mała garderobiana! - Zawołał Steven. Ellen stała jak wryta. Myślała, że jej nie pamięta. 
-Tak strasznie mi głupio - powtórzyła patrząc na zadowolonego Kwirka i równie radosnego Stevena.
-Daj spokój wyschnie - odparł.
-Pan mnie pamięta?- Zapytała, kiedy rozum jej wrócił.
-No pewnie. Robiłaś nam takie fikuśne ciuchy, że nie sposób zapomnieć. Joe ciągle się zastanawia co dodawałaś do prania, że jego koszule tak zajebiście pachniały. 
-Gdyby Pan chciał .. znaczy, jak by Pan zdjął te spodnie, to ja mogłabym ... - zaczęła, w nawiązaniu do plamy na nogawce. 
-Hah - żachnął się Steven - niczym się nie przejmuj. Gdybyś kiedyś szukała pracy, to mamy etat - odparł puszczając jej oczko.
-Dziękuję - powiedziała zmieszana i wzięła Kwirka na ręce, po czym każde z nich poszło w swoim kierunku. 
____________________________________
Tego samego dnia, The Barrymore Hotel, Tampa, Floryda

-Ale żeś się rozjebał na tej kanapie. Jak Cygan na dworcu - rzucił Gene starając się wyciągnąć spod Paul'a swoją kurtkę, na której ten leżał - Złaź z mojej kurtki, już!
-Zaraz, zaraz ... - jęczał Stanley i łaskawie przesunął się w prawo.
-Dziękuję, że ulżyłeś tę swoją panią - odparł Gene - I nie pizgaj wszędzie tych jebanych etykiet od piwa! Wiesz, że skubanie naklejek na piwie to objaw syndromu sfrustrowanego seksualnie prawiczka!
-A jaśniej? - Zapytał Paul i zamrugał powiekami.
-Jaśniej, to znaczy, że jesteś niedoruchany - skwitował Simmons - Wychodzę. Zobaczę jak wygląda ten stadion na którym jutro gramy, sprawdzę akustykę i takie tam. Nara - rzucił i zamknął drzwi. 
________________________________________
Ponownie na stadionie w Tampie

Ellen właśnie miała wracać do hotelu i opowiedzieć Kirkowi o spotkaniu z Tylerem. Metallica została w mieście do końca festiwalu, ze względu na Lorraine, która uparła się, że musi zobaczyć występy wszystkich zespołów. Ellen wybłagała natomiast u Kirka, żeby nie szedł na koncert KISS i nie szukał zemsty na Paul'u. Nie chciała żeby doszło do konfrontacji. 
Opuszczała już stadion, kiedy nagle ktoś mocno chwycił ją od tyłu i zaczął jej ściskać żebra tak, że nie mogła złapać oddechu. Mimowolnie zaczęła wierzgać nogami i sapać, kiedy do jej uszu doszedł znajomy głos.
-Tak się cieszę, że cię widzę! Ty mój kandyzowany cukiereczku!
-Ge... ge.. . Gene -sapała - Udu .... sisz ... mnie - prawie dwu metrowy mężczyzna w końcu puścił dziewczynę i swobodnym ruchem obrócił twarzą do siebie. Na twarzy Ellen ciągle malowało się pierwotne zaskoczenie i łapała z trudem powietrze. Gene stał nad nią natomiast zadowolony i rozpromieniony. W jednej chwili radość na jego twarzy ustąpiła ponuremu obliczu. 
-Co ty tu robisz! - Prawie wrzasnął - Czy ten kudłaty filipiński burak z kraju Trzeciego Świata, o inteligencji czerstwego arbuza zapomniał, że nie powinno Cię tu być?! A nawet jeśli, to powinnaś wyjechać wczoraj! 
-Dziewczyna Larsa chciała zostać tu do końca - odpowiedziała prawie już miarowym głosem blondynka- I Filipiny to jeszcze nie jest Trzeci Świat - dodała -Spokojnie, ani ja, ani Kirk nie pokażemy się jutro w okolicach stadionu. 
-Mam nadzieję - burknął i ponownie jego twarz w ciągu zaledwie sekundy zmieniła wyraz na pogodną - Tak cholernie za tobą tęskniłem, mała - powiedział ponownie przyciągając ją do siebie i tuląc w ramionach.
-Lepiej mi powiedz, co u was - odparła, odrywając się od niego. 
-Względnie w porządku. Paul chyba odpuścił. Dał sobie spokój. Wspomniałaś, o jakiejś dziewczynie Larsa? 
-Tak. Jest straszna. Wszyscy staramy się jej unikać. 
-A myślałem, że Duńczyk już nigdy nie zmoczy - zażartował Gene.
-Jesteś okrutny. Lars to fajny facet, ale z jakiegoś bliżej nie znanego powodu podobają mu się kretynki.
-Aż taka zła ta nowa miłość Ulricha?
-Na tyle wkurwiająca, że chłopaki nawet przestali znęcać się nad Jasonem i każdy tylko kombinuje jak uniknąć starcia z nią.
-Jason. To też był pojebany pomysł brać fana do zespołu - westchnął Simmons - i w ogóle kto z własnej woli chciałby być basistą?! - Zapytał jakby sam siebie.
-Gene. Ale Ty sam grasz na basie - zauważyła.
-Oj tam. Ale ja do tego śpiewam - odparł. 
-Szkoda, że to wszystko się tak potoczyło - powiedziała Ellen, zaczynając nowy wątek. 
-Ja się trochę Paul'owi nie dziwię. Sam bym cię chętnie przeleciał - zażartował Gene i w odpowiedzi dostał łokciem pod żebro - Wiem, przepraszam - dodał - Muszę iść, mała. Żebym cię tu jutro nie spotkał, bo pióra wyrwę temu twojemu lowelasowi. 
-Tak jest, tato! - Zawołała. Gene ostatni raz uściskał przyjaciółkę i pocałował w czoło, po czym oddalił się w stronę stadionu.
_____________________________________________
19 marca 1989 roku, Tampa, Floryda

MONSTERS OF ROCK - Dzień trzeci, ostatni
 _____________________________________
Ellen obudziła się późnym popołudniem, prawie wieczorem. Przez całą noc oglądali z Kirkiem stare horrory i dziś była pół przytomna. Nie zdawała sobie sprawy, że potrafi przespać cały dzień. Wygramoliła się z łóżka, ubrała i już w korytarzu hotelu wpadła na Larsa i Lorraine. Pięknie. Ze wszystkich nieszczęść na ziemi, ja muszę wpaść akurat na nich. Szlag. - zaklęła w myślach. 
-Wyglądasz okropnie - powiedziała Lorraine i przygładziła będące w nieładzie włosy Ellen. 
-Dzięki za komplement - odburknęła blondynka - Ty zawsze tak z mostu? - Zapytała, bo bezpośredniość brunetki ją irytowała. -Gdzie Kirk?
-Pojechał na stadion. Dziś koncert KISS, wszyscy tam przecież jedziemy - odparł Lars, żując w ustach wykałaczkę. Oczy Ellen momentalnie się powiększyły. Nie potrzebowała nawet kawy, już była przytomna jakby wypiła ich dziesięć.
-Obiecał mi, że tam nie pójdzie - wyszeptała i wpadła biegiem do pokoju, żeby sprawdzić godzinę. 18:45. Koncert jest o 19.30. Jeśli jakimś cudem przebije się przez korki na mieście i przepcha przez kilka tysięcy ludzi zmierzających na stadion to będzie cud. 
***
Motley Crue kończyli właśnie swój set, który grali jako support przed KISS. Za sceną Gene i Paul szykowali się do wyjścia. Publiczność była już rozgrzana i wszyscy skandowali głośno "KISS!, KISS!, KISS!"
-Tłumy mnie kochają - powiedział Gene, a Paul uśmiechnął się szeroko. Sprawdził swój makijaż i dopiął wysokie koturny. Osoba z obsługi sceny powiedziała:
-KISS! Na scenę! - Po czym podniosła zasłonę oddzielającą scenę właściwą od zaplecza. Na backstage wpadł Tommy i Vince, którzy schodzili ze sceny, za nimi powoli zszedł Mick. Nikki rozwalał jeszcze swój bass na scenie. W końcu KISS zawładnęli stadionem. "Deuce" porwało publiczność. Gene biegał ze swoim basem jak poparzony, kiedy w pewnej chwili jego wzrok przykuła znajoma burza loków czająca się z boku sceny.
-Pierdolony, zasrany samotny mściciel - zaklął, nie przerywając gry - Miało cię tu nie być pojebańcu. -Kirk stał z zaciętą miną i założonymi rękoma i przyglądał się przedstawieniu. Gene spojrzał na Paula, który nieświadomy zemsty kontynuował występ. Przy drugim utworze struna w gitarze Stanleya niespodziewanie strzeliła, raniąc go w dłoń. Paul dograł jeszcze "Hotter than hell" i pobiegł za cenę wymienić gitarę i poprosić o plaster. 
-Lubisz dobierać się do niewinnych dziewczyn, zboczeńcu - usłyszał. Rozejrzał się dookoła i dopiero po chwili zarejestrował obecność Kirka, który był od niego niższy prawie o dwie głowy. 
-Nie wiem o czym mówisz - odparł zmieszany. 
-Mówię o Ellen, zasrańcu i o tym jak chciałeś ją skrzywdzić! - Wrzasnął Kirk i popchnął Stanleya w stronę sceny.
-Skąd .. Kto ci... wiesz gdzie ona jest?- Zapytał maksymalnie zaskoczony sytuacją Paul.
-Chuj ci do tego gdzie ona jest - powiedział Hammett i zamachnął się aby uderzyć Paula. Ten zrobił krok do tyłu, ale niefortunnie potknął się o własne,wysokie podeszwy butów i upadł na scenę, tak że zgromadzona publiczność szybko to zauważyła. Kirk rzucił się na niego i zaczął tłuc go pięściami po twarzy. Tłum zaczął skandować imiona uczestników bójki, gdyż bez problemu rozpoznali Hammetta. Gene przerwał koncert i rzucił się, odciągnąć Paula na bok. Wtem na scenę wpadła zziajana Ellen, która z kolei zaczęła szarpać Kirka, chcąc oderwać go od Paula. Zebrani najbliżej sceny członkowie Hells Angels głośno komentowali sytuację i podburzali tłum. Jeden z nich wyciągnął nawet broń, którą zaczął niebezpiecznie wymachiwać. 
Kirk nie reagował na nawoływania Ellen.
Nagle padł strzał. A po nim kolejny.
Gene puścił Stanleya i machinalnie złapał się za głowę. Paul leżał zdezorientowany na deskach sceny. Kirk poczuł jak Ellen osuwa się na ziemię, ocierając się o jego bok. 
Wokół jej jasnych włosów utworzyła się plama krwi. 
Miała ciągle otwarte oczy i patrzyła w niebo. 
****************
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
-Mijają dwa tygodnie od tragicznych wydarzeń na Florydzie. Podczas koncertu KISS na scenie doszło do bójki między gitarzystą Metalliki - Kirkiem Hammettem, a wokalistą KISS - Paulem Stanleyem. 
Podczas tego zajścia śmierć poniosła młoda dziewczyna, prawdopodobnie prywatnie - kochanka Hammetta.
Jak udało się ustalić do tej pory, w trakcie zamieszania jeden z uczestników koncertu - motocyklista Hells Angels, wyjął broń, z której oddał dwa strzały w powietrze. Śledczy ustalili, że będąca na scenie kobieta zmarła na miejscu od kuli, która wystrzelona, odbiła się rykoszetem od metalowej konstrukcji sceny i trafiła ją w tył głowy...
Lars urwał wypowiedź spikerki wyłączając głos w odbiorniku. Siedział i milczał a Lorraine płakała w kącie. Kto by pomyślał, że osoba która znała Ellen najkrócej, będzie za nią tak tęsknić. Lars wstał z kanapy i bez słowa opuścił pokój. 
Pogrzeb Ellen odbył się w Los Angeles, na jednym z tamtejszych cmentarzy. Ponieważ Kirk nigdy nie poznał rodziców Ellen, nie mógł ich powiadomić. W skromnym nabożeństwie, choć przy błysku fleszy paparazzi, wzięli udział wszyscy członkowie Metalliki. Kirk płakał jak dziecko. Steven Tyler i Joe Perry uznali, że nie wypada im tam być i przysłali tylko kwiaty.
Paul nie pojawił się w ogóle i od czasu wydarzeń w Tampie, zaszył się gdzieś i unikał dziennikarzy. Oświadczył Gene'owi że odchodzi z zespołu i może w przyszłości zacznie karierę solową. Gene postanowił podobnie. 

MIESIĄC PÓŹNIEJ
-Nie cichną echa wydarzeń sprzed miesiąca. Podczas festiwalu Monsters of Rock na Florydzie doszło do zamieszek, w wyniku których śmierć poniosła jedna osoba.
Sąd na Florydzie wydał dziś wyrok uniewinniający motocyklistę Hells Angels, uzasadniając swoją decyzję tym, że jego zachowanie doprowadziło jedynie do nieumyślnego spowodowania śmierci, przyznając tym samym, że był to tylko nieszczęśliwy wypadek. 
Kirk Hammett zapowiedział, że doprowadzi do postawienia przed sądem cywilnym byłego wokalistę KISS - Paula Stanleya, uważając że to on winny jest śmierci jego dziewczyny. 
-Wyłącz to - poprosił Steven. 
-Okropne, prawda? -Zapytała Hope, stawiając przed nim kolejną butelkę piwa i wycierając kontuar baru w Rainbow.
-Pojebane, aż się wierzyć nie chce. Jak się czuje Twoja mama?
-Coraz lepiej. Mam u Ciebie dług wdzięczności. Myślałam że po tym jak dałeś mi te pieniądze i uciekłeś, już nigdy Cię tu nie zobaczę.
-Jakbyś chciała mi to wynagrodzić ... to wiesz... - zaczął Steven, po czym dodał, patrząc na uśmiechniętą kelnerkę która kręciła głową - Wiem, wiem, masz chłopaka, bla, bla, bla.
-Nie mam, tak się składa. Rozstaliśmy się. 
-Więc mogę cię ukraść na jeden wieczór? Jesteś mi to winna. Obiecuję, łapki będę trzymał w spodniach. Zgódź się. Przy mnie staniesz się sławna, zrobię z Ciebie modelkę - czarował Tyler.
-Steven, Steven. Na kolację się zgadzam, ale nic poza tym. A jak chcesz z kogoś zrobić modelkę, to ta - wskazując palcem rudą dziewczynę, też kelnerkę - ciągle o tym marzy. - Steven powiódł wzrokiem na chudą pannę sprzątającą talerze. 
-A jak z niej zrobię modelkę to się do mnie uśmiechniesz? - Flirtował dalej.
-Jak z niej zrobisz modelkę to będziesz miał darmowe drinki w Rainbow do końca życia - odparła rozbawiona Hope. 

*****

Motley Crue zaraz po powrocie z trasy do domu, trafili na przymusowy detoks, który załatwił im Bob Rock. O dziwo, wszystko się udało i wrócili jak nowo narodzeni. Właśnie skończyli nagrywać album "Dr. Feelgood", a singiel z płyty zadebiutował na liście Billboardu.
-Nikki? - Rzucił do słuchawki podekscytowany Tommy.- Słyszałeś wieści?!
-Co tam bracie?
-Mamy numer jeden! Mamy pierdolony numer jeden! Hit w zestawieniu Billboardu! - Wykrzyczał Lee i obaj zaczęli drzeć się do słuchawki jak opętani. 
**********
Gene po raz pierwszy od śmierci Ellen przyszedł na jej grób. Pojedyncza płyta z jej imieniem i nazwiskiem oraz wiekiem stanowiła całą mogiłę. Trawnik wokół był równo przycięty, obok palił się znicz i leżały kwiaty, które co dzień przynosił Kirk. Gene uklęknął na ziemi i położył obok płyty jedną różę. Z pod ramienia wypadła mu poranna gazeta, której nagłówek głosił: "Dziś w Los Angeles pokaz mody ze wschodzącą gwiazdą modelingu - Ingeborg Hainz".
-Przepraszam, że Cię przed tym nie uchroniłem - wyszeptał - Będę za Tobą tęsknić. 
Mała.

KONIEC


Gdzieś w Polsce, na oddziale intensywnej terapii, mężczyzna w białym kitlu wyciągnął ostatnią rurkę z ciała dziewczyny pogrążonej w stanie śmierci mózgowej. Serce uderzyło jeszcze dwa razy, ale mózg był już martwy.
Zdecydowano o odłączeniu aparatury podtrzymującej życie.
Przegrała ze śpiączką.
Historia w jej głowie także umarła.

Dream on XXXIV

05 marca 1989 roku, Jefferson City, Missouri

Wszystkie zaproszone na festiwal zespoły powoli zbliżały się na Florydę. Koncertujący z Metallicą Iron Maiden, choć nie brali udziału w Monsters of Rock, towarzyszyli zespołowi Larsa aż do momentu, w którym oni pojadą do Europy a tamci zostaną w Tampie. Niebawem mieli przyjechać do Jefferson City i dać swoje koncerty. 
Dziś na miejscu byli już Motley Crue i Runs'N'Roses. Atmosfera pomiędzy dwoma zespołami, po ostatniej wymianie zdań między Axlem i Vincem była ciężka. Na domiar wszystkiego Vince postanowił zabrać ze sobą dziewczynę, którą Axl uderzył i obraził. Obecność Shili nie pomagała rozwiązać konfliktu, sam Vince zresztą nie zamierzał puścić tego incydentu w niepamięć. 
Podczas wywiadu udzielanego dla telewizji w Jefferson opowiedział o zajściu przed kamerami, oraz publicznie wyzwał Axla na pojedynek. Rose nie pozostał mu dłużny i odpowiadając na pytania dziennikarzy przedstawił swoją wersję wydarzeń i zakpił z Vince'a*.
Nic nie zapowiadało więc aby sytuacja miała ulec poprawie. 
Niesnaski pomiędzy wokalistami obu zespołów nie wpłynęły jednak znacząco na znajomości pozostałych członków grup. Tommy i Nikki dalej kumplowali się ze Slashem i resztą. Mick ciągle pozostawał na uboczu. Podczas gdy wszyscy się bawili, on przeżywał w milczeniu i samotności swój pogarszający się stan zdrowia. Nigdy się nie skarżył. Nie chciał wyjść na mięczaka. 
________________________________________
*Vince Neil na prawdę wyzwał Axla Rose publicznie na pojedynek. Axl podobno nigdy nie stawił się do walki. Obaj panowie, o ile dobrze łączę wątki, ciągle za sobą nie przepadają.
________________________________________
08 marca 1989 roku, Truman Hotel, Jefferson City, Missouri

Do miasta przyjechali Iron Maiden i Metallica. Mieli występować trzy dni po MC i R'n'R. Jeffersson było kolejnym miastem na trasie do Tampy dla trzech z czterech kapel. Gunsi po swoim występie postanowili już udać się na Florydę, gdzie czekali Aerosmith oraz Ozzy Osbourne i prawdopodobnie Bon Jovi. Tak się złożyło, że ich miejsca w hotelu zajęli Steve Harris i Bruce Dickinson z ekipą. Metallica ulokowała się w innym hotelu. 
Mający wyjechać następnego dnia Motleye ciągle snuli się po korytarzach. Podczas takiego łażenia bez celu Nikki natknął się w lobby na wysoką, chudą blondynkę z grzywką, która zalotnie puściła do niego oczko. Obejrzał się za nią wyraźnie zaintrygowany i odpowiedział uśmiechem. Podszedł do barku i zamówił szkocką. Kiedy odebrał upragnioną butelkę, postanowił wypić ją w samotności w pokoju. W windzie ponownie wpadł na tajemniczą nieznajomą. Wielkie, błękitne oczy popatrzyły na niego spod jasnej grzywki. Wąskie usta miała wygięte w małą podkówkę. 
-Czemu taka ładna dziewczyna jest taka smutna? - Zapytał. 
-Smutne dziewczyny ssą najlepsze kutasy - odparła znienacka z wyraźnie brytyjskim akcentem, po czym zatrzymała windę przyciskiem stopu. Uklękła przed Sixxem, rozpięła mu spodnie i zrobiła swoje, po czym jak gdyby nigdy nic "wystartowała" windę i wysiadła na najbliższym piętrze. Nikki stał z pindolem na wierzchu i ustami otwartymi szeroko jak dmuchana lalka z sex shopu. W końcu się ogarnął, ubrał i wytoczył z windy. Zdezorientowany, ale przyjemnie zaskoczony i rozbawiony wszedł do swojego pokoju. 
Nie cieszył się długo swoim towarzystwem, bo zaraz, tylko gdy otworzył butelkę do pokoju wpadł Tommy. 
-Nikki! Chodź do pokoju Vince'a! W hotelu zatrzymali się Iron Maiden, poznamy Bruce'a Dickinsona - zawołał. 
-Muszę go poznawać?! Ogólnie to trochę koło dupy mi lata ten koleś.
-No weź! Chodź, to spoko gość! Nie powiesz mi, że nie jarałeś się nigdy Maidenami - odparł Tommy i złożył ręce jak małe obrażone dziecko, które ma ochotę się przedrzeźniać. 
-Dobra, ale tylko na moment - powiedział Sixx i dla świętego spokoju poszedł z przyjacielem do pokoju Vince'a, gdzie był już Bruce z żoną oraz Steve Harris. Tommy i Nikki weszli do środka. Pośród kłębów dymu papierosowego basista z miejsca rozpoznał uwieszoną na ramieniu wokalisty Ironów dziewczynę z windy. 
-O kurwa - wysapał. 
-Nikki! Tommy! -Zawołał Vince- Poznajcie Steva, Bruca i jego uroczą małżonkę Paddy*. -Tommy uściskał wszystkich jak to miał w zwyczaju, natomiast Sixx stał w progu z dokładnie tą samą miną, z którą blondynka zostawiła go w windzie. 
-Cześć Nikki -odezwała się Paddy -dużo o Tobie słyszałam - dodała i puściła mu oczko. Nikki zmył się do siebie jak tylko mógł najszybciej, a zespołu Iron Maiden zamierzał unikać do końca swoich dni. 
____________________________________
*Podobno Paddy rzeczywiście kiedyś "napastowała" Sixxa. Bardzo dziwna sprawa i ogólnie trochę niejasna. Mówi się, że utwór Dickinsona "Tattooed Millionare" jest o Nikkim i o tym jak rozbił on jego małżeństwo z Paddy.
__________________________________
09 marca 1989 roku, Malone's Pub, Jefferson City, Missouri

Perspektywa spotkania Motley Crue na Monsters of Rock nie napawała Jamesa entuzjazmem. Wystarczająco wkurwiał go sam fakt, że dziś dawali koncert w tej samej hali, po której trzy dni wcześniej "rozpierdalał się brokat, koturenki i szminki", czyli znienawidzeni przez Hetfielda glamersi. Na dodatek plakaty z logiem G'n'R ciągle powiewały na słupach informacyjnych i James w ramach rozrywki dopisywał na nich własne rozwinięcie skrótu - "Gówno na' Resorach". Lars nieustannie zajmował się "kicią" a teraz jeszcze zaczął marudzić, że przyjechali do miasta za późno i nie zdążył spotkać się z Axlem, któremu osobiście chciał pogratulować debiutanckiego albumu. Raz wyrwało mu się nawet, że chciałby zrobić wspólną trasę Metalliki i Guns N' Roses, na co Hetfield zareagował krótkim, acz treściwym "Chyba cię pojebało". 
Otworzył kolejne piwo przyniesione mu do stolika przez starszą, ale bardzo zadbaną kelnerkę. Delektował się spokojem i faktem, że udało u się uciec z hotelu wcześnie rano, nie wpadając na Larsa i jego dziewczynę. W pubie nie było jeszcze ludzi więc siedział sam przy barze i patrzył jak starsza kobieta w fartuszku wyciera stoliki mokrą szmatką. W rogu zawieszony był mały telewizor, który był jednak wyciszony do zera. Stacja muzyczna na okrągło nadawała informacje o MoR.
-Czy może pani zrobić głośniej? - Poprosił James, gdy na ekranie pojawił się Axl Rose, a na pasku informacyjnym treść: "Czy Axl wystąpi w Tampie?" Kelnerka bez słowa włączyła fonię i wróciła do swoich zajęć. Spikerka mówiła:
-Doszły nas słuchy, że uwielbiany przez miliony Amerykanów wokalista debiutującej kapeli Guns'N'Roses może odwołać występ zespołu na imprezie w Tampie. Powodem miałoby być zatrucie pokarmowe muzyka i związana z tym niedyspozycja wokalna. 
-No tak - skomentował James - trudno przecież puścić rzyga z playbecku.
-Ponad to z Florydy docierają informacje o pierwszych zamieszkach i drobnych kradzieżach przypisywanych harleyowcom z Hells Angels...
-Mogliby stłuc na kwaśne jabłko te świecące pizdy z Motley Crue - dodał swoje blondyn. Dopił piwo, położył na blacie 20 dolarów i wyszedł. Trzeba było zagrać wieczorem koncert i szybko jechać na Florydę.
_________________________________________
 15 marca 1989 roku, festiwal Monsters of Rock, Tampa na Florydzie 

Największe muzyczne wydarzenie roku właśnie się rozpoczęło. Na Florydę zjechały setki miłośników ciężkich brzmień, którzy okupowali wejście przed stadionem od kilku dni. Każdy chciał mieć wszak jak najlepsze miejsce. 
W mieście od jakiegoś czasu byli już muzycy Motley Crue, Runs 'N' Roses, Aerosmith, KISS i Ozzy Osbourne, brakowało tylko Metalliki i Bon Jovi. Ci ostatni byli jeszcze w trasie w Europie, ale potwierdzili swoją stu procentową obecność na imprezie. Po mimo niedyspozycji żołądkowej Axl uparł się, że zaśpiewa. W związku z tym, że organizatorzy za sprawą Doc'a McGhee upchnęli zespół Rudego w ostatniej chwili, ich kolejność występu była "płynna". Zdecydowali, że dadzą koncert otwarcia, i w ten sposób chory Axl będzie mógł zaraz po zejściu ze sceny udać się w spokoju na odpoczynek i ewentualne podreperowanie zdrowia. Vince wytykał mu, że jest mięczakiem i tchórzem, bo wykręca się od pojedynku jakimś śmiesznym bólem brzucha, ale Axl zbywał go wzrokiem.
___________________________
Tego samego dnia, hotel Grand Hyatt, Tampa, Floryda

Nikki Sixx szybko zaprzyjaźnił się z Ozzym Osbournem. Łączyła ich miłość do heroiny, alkoholu i pojebanych akcji. Niektóre z nich były tak obrzydliwe i niepojęte, że Tommy nawet nie chciał w nich brać udziału, choć przecież nie raz robił z Nikkim rzeczy balansujące na granicy życia i śmierci. Jednak wciągania nosem mrówek przy basenie definitywnie odmówił*. Były wokalista Black Sabbath i basista Motleyów wpadli na ten pomysł gdy razem wyśledzili ścieżkę czarnych punkcików spacerujących od leżaka po barierkę basenu. 
-Stary, ale daje kopa! - Ekscytował się Sixx, kiedy wessał pierwszą kolonię insektów.
-Jak po najlepszych dragach - wtórował Ozzy, po kilku "sztachach" zachowujący się dosłownie jak pajac. Na skandaliczne zachowanie muzyków musiała zareagować ochrona i obaj musieli zaprzestać swoich eksperymentów, gdyż pozostałych gości hotelowych przyprawiało to o mdłości. Nie nudzili się jednak długo. Sikanie do basenu na odległość wydało się im kolejną wspaniałą rozrywką, która niestety również szybko została im zakazana. W momencie gdy Nikki nasikał na jednego z użytkowników kąpieliska, właściciel hotelu zagroził, że jeśli natychmiast nie przestaną, każe im opuścić Grand Hyatt i nie zmieni tego nawet ich status "gwiazd rocka". 
_____________________________
*Wciąganie mrówek rzeczywiście miało miejsce. To chyba i tak najłagodniejszy odpał w wykonaniu Ozzy'ego i Nikki'ego.
__________________________________

Dream on XXXIII

W razie gdyby ktoś tu jeszcze zaglądał, to dziś i po trochu wczoraj, w bólach, oparach z sziszy i przy ciemnym piwie Koźlak, narodził się kolejny rozdział. Have fun.

Pod rozdziałem są odpowiedzi do nominacji, którą dostałam od Nadine (dziękuję). Nie nominuje nikogo, głównie dlatego, że nie znam wielu opowiadań z bloggera, a te które znam zostały już nominowane. 



 24 luty 1989 roku, hotel Capitol, Little Rock, Arkansas 

Twarz Stevena Tylera wyrażała tak rozległy i wszechstronny brak zainteresowania ludzkością, że mało brakowało, aby nad jego głową zapalił się czerwony, jarzeniowy neon z napisem "NUDA". Przelot z Los Angeles do Little Rock był gehenną. Głównie z powodu kaca, którego obaj, wraz z Joe nabawili się tuż przed odprawą. Sytuacji nie poprawiał fakt, iż podczas lotu żadna ze stewardes nie chciała ich poczęstować drinkiem. "Nietrzeźwym alkoholu nie podajemy". Więc zostało skubanie orzeszków ziemnych, po których było jeszcze gorzej. Steven dostał rozwolnienia i co dwie minuty biegał za potrzebą do tego "cholernego, małego jak klatka na piżmaka ustępu", jak mówił. Joe natomiast naigrywał się z towarzysza i co chwila pytał jak tam jego "kopka-galopka". Sam szybko tego pożałował, bo jego żołądek również postanowił sobie ulżyć i wydalić nadmiar alkoholu i słonych przysmaków drugą stroną. W przeciwieństwie do Stevena, Joe bowiem wykazywał wszelkie oznaki zatrucia pokarmowego - obrzygał dwóch pasażerów. 
Teraz wreszcie siedzieli w pokoju hotelowym i starali się odzyskać resztki przyzwoitości. Steven rozwalił się na wygodnej sofie i oglądał wiadomości:
-Za niespełna kilka tygodni, Tampa na Florydzie gościć będzie najlepszych z najlepszych. Tegoroczna edycja festiwalu Monsters of Rock przyciągnie tłumy. Organizatorzy już teraz twierdzą, że wyprzedano niemal wszystkie wejściówki i kasy biletowe niebawem zaczną świecić pustkami. 
Jest jednak pewna rzecz, która spędza sen z powiek ludziom odpowiedzialnym za ochronę widowiska.
Swój udział w imprezie zapowiedział, słynący z wywoływania tragicznych w skutkach zamieszek, gang motocyklowy Hells Angels. Przedstawiciele "Piekielnych Aniołków" odpierają wszystkie zarzuty i zapewniają jednak, że na festiwal do Tampy jadą słuchać wyłącznie dobrej muzyki i nikt nie musi się ich obawiać.
Joe siedział w fotelu i z uwagą taksował swoje ramiona. Wyciągał je przed siebie i napinał mięśnie. 
-Steven, ja mam chyba prawą rękę bardziej umięśnioną niż lewą. Myślisz, że za bardzo ją forsuje grając na gitarze?
Tyler westchnął ciężko i z wyraźną niechęcią zwrócił swój wzrok na przyjaciela, który wyraźnie był zaintrygowany "nierównością" swoich kończyn. 
-To dlatego, że walisz konia prawą ręką. Musisz sobie trzepać na zmianę - raz lewą, raz prawą, to wtedy będziesz miał równe - odparł bez cienia uśmiechu w głosie. 
-Bardzo śmieszne - prychnął Joe. 
-Mnie tam to bawi - powiedział Steven i zwlókł się z sofy -Idę się przewietrzyć przed koncertem w tym zapomnianym przez panią Bóg kurwidołku. 
Powietrze na zewnątrz było przyjemnie ciepłe jak na końcówkę lutego, ale nic w tym dziwnego. Arkansas było jednym z południowych stanów, gdzie zimy były lżejsze a wiosna wracała szybciej. Steven spacerował z wzrokiem wbitym w kostkę chodnika, od czasu do czasu kopiąc jakąś pustą puszkę albo kamyk. 
Postąpiłem odpowiednio z Hope - myślał - Tak, choć raz Steven Tyler zrobił coś jak należy. Pani Bóg zapisze mi to na plus w niebie - dodał, a kącik jego ust wyraźnie się uniósł. Był z siebie zadowolony. Na policzek spadła mu kropla deszczu. 
-Deszcz w lutym?! - Oburzył się i postawił kołnierz płaszcza - Pani Boziu, zlituj się nad Little Rock. I nad moją duszą - dodał. 
____________________________________________________
25 luty 1989 roku, Santa Fe, Nowy Meksyk

Metallica będąca w trasie od trzech tygodni przeżywała prawdziwy koszmar, rodem z najpopularniejszych filmów grozy, które tak kochał Kirk. Nie śnił im się wprawdzie Freddy Krueger, Jason Voorhees nie ganiał ich z maczetą, Mumia nie wyłaziła z szafy. Nie. Ich koszmar był słodką brunetką o migdałowych oczach i miał na imię Lorraine. A jej bronią był szczebiotliwy głos i nieustające salwy śmiechu. Po tygodniu wspólnej podróży, nawet Jason, który początkowo uważał że dziewczyna jest całkiem miła i niegroźna, zmienił nastawienie. 
Najbardziej cierpiała jednak Ellen. Lorraine wzięła ją na cel i ubzdurała sobie, że zostaną przyjaciółkami. "Najlepsiejszymi na caluuuutkim świecie" - obwieściła ukochana Larsa. Nie zważając na to, że Ellen miała zupełnie inny styl bycia niż jej "nieszczęście", które się do niej przyspawało, Lorraine ochoczo uprzykrzała jej życie. Wychodząc z oczywiście z założenia, że Ellen dobrze się bawi. Prostolinijna Lorraine zdawała się nie zauważać, że wszyscy mają jej dość. Uszczęśliwianie innych na siłę, było chyba jej ulubionym zajęciem.
Najdziwniejsze było jednak to, że Lorraine ciągle nie znudziła się Larsowi. Wszyscy optymistycznie zakładali, że Lorri to dziewczyna na kilka dni. Niestety, Mały Książę wciąż pałał nieustającym wulkanem uczuć do nadpobudliwej brunetki.
Po koncercie w Santa Fe, na którym gipsowa Doris zastrajkowała i nie chciała się rozpaść, Ellen aby uniknąć spotkania z Lorraine, udała się prawie biegiem do damskiej toalety. Umówiła się z Kirkiem, że po koncercie przeczeka kwadrans w łazience, po czym spotkają się w zarezerwowanym hotelu w mieście. 
Weszła do toalety rozglądając się uprzednio w prawo i lewo, jak na przejściu dla pieszych. Urwała się z koncertu przed końcowym "Seek and Destroy", więc na korytarzach za sceną nie było jeszcze ludzi. Cała obsługa zabezpieczała jeszcze halę koncertową. Odetchnęła z ulgą. Póki co była sama w toalecie. Weszła do kabiny i zatrzasnęła się na oba zamki. Osunęła się na podłogę i ponownie odetchnęła chowając twarz w ręce. 
Błoga cisza.
Spokój. 
Aż nagle .... 
-Ellen! -Głos należał oczywiście do Lorraine, która najwidoczniej również wyszła z koncertu wcześniej i zajęła w łazience kabinę obok - Czy mogłabyś pożyczyć mi szczotkę do włosów? - Padło niespodziewane pytanie, nastąpił charakterystyczny szum spłukiwanej wody i trzaśnięcie drzwiami. Lorraine poprawiała teraz włosy przed lustrem.
Ellen nie mogła uwierzyć, że tak się wpakowała. Jak to się dzieje, że ta baba zawsze wie gdzie jestem?! - pomyślała. Pokręciła głową i odparsknęła po cichu:
-Szczotką do sracza sobie poczesz, małpo.
-No weź pożycz - głos Lorraine brzmiał natarczywie i nieubłaganie - Tu są tylko te do czyszczenia kibli, a ja muszę poprawić włosy, żeby podobać się Larsowi, wiesz?
-Weź sobie jedną taką, będziesz miała do mycia pleców- odpaliła, tym razem na głos Ellen i wyszła z "kryjówki".
-Serio?! A tak można? - Padł wyraźnie zdziwiony i zaintrygowany pomysłem głos prześladowczyni. Ellen trzasnęła się otwartą dłonią w czoło. 
-Nie wierzę, że ona jest taka tępa ... - szepnęła. Liczyła na chwilę ciszy. Nie wyszło. Opuściła łazienkę i skierowała się bez słowa do wyjścia z hali. Szła prosto do hotelu, w którym miała czekać na Kirka. Niezrażona Lorraine zaczęła ją jednak doganiać po jakimś czasie. Dzierżąc w dłoni berło - szczotę do kibla. 
-O, widzę że zabrałaś suwenira - bąknęła Ellen. 
-Powiedziałaś, że można - odparła szczerząc zęby w uśmiechu. 
-Weź to schowaj, ludzie się gapią - zastanawiała się teraz jak ma się pozbyć natrętnej "przyjaciółki". Chciała przecież pobyć sam na sam z Kirkiem.
______________________________________________
Stadion w Santa Fe, koncert Metalliki, Nowy Meksyk

Kirk, James i Jason uciekli ze sceny jakby ich gonił ksiądz z kropidłem, albo przynajmniej komornik. Nie dlatego, że na koncercie coś poszło nie tak. Wszystko, poza "obrażoną Doris" było dograne i dopięte na ostatni guzik. Po prostu nikt nie chciał się natknąć na Lorri. Kirk ustalił wcześniej z Ellen, że zaraz po koncercie zabarykadują się w swoim pokoju hotelowym i choćby się waliło i paliło to stamtąd nie wyjdą. Hammett przepychał się przez tłum z ochrony i ekipę aby wyjść na zewnątrz. Żeby skrócić sobie drogę pognał przez podziemny parking, gdzie wpadł na Big Micka - kolesia, który w ich ekipie był odpowiedzialny za cały ciężki sprzęt - wzmacniacze, kolumny czy na przykład ... Doris. Kirk spojrzał na długowłosego, porządnie zbudowanego faceta o usposobieniu misia i choć mu się spieszyło, palnął prosto z mostu:
-Ej, stary, powinieneś coś z tym zrobić.
-Z czym? - Zapytał zdezorientowany Big Mick.
-Z Twoimi włosami. Robią Ci się zakola. Jak nad tym popracujesz teraz, to w przyszłości nie pożałujesz - Wielki człowiek taksował niepozornego Kirka wzrokiem.
-Czy my rozmawiamy o moich włosach? Jest z nimi tak źle, że teraz ludzie będą mi to wytykać na ulicy? - Powiedział Mick z przerażeniem w głosie, które nijak nie pasowało do mężczyzny jego pokroju. Dwumetrowy osiłek o wytatuowanych ramionach przejął się swoją fryzurą. -Co miałbym zrobić?
-Rogaine* - odparł Kirk -znasz to? -Naturalnie, że Big Mick to znał. Ten "specyfik" Kirk kazał zapakować w trasę i wożono tego całe ciężarówki. 
-Mamy tego po sufit. Między butelkami z "tym" a tym pierdolonym posągiem nie ma prawie miejsca na sprzęt - pożalił się Mick, ale Hammett puścił tę uwagę mimo uszu.
-Weź sobie kilka i wcieraj w głowę - odparł Kirk. Olbrzym popatrzył uważnie na długie, czarne, kręcone włosy gitarzysty. Poza minimalnie wyższym czołem, włosy Rippera prezentowały się nieskazitelnie. Chyba warto spróbować?- pomyślał Big. 
-A teraz, Jezzuuuu, pokaż mi bracie jak stąd wyjść!- Otrząsnął się Kirk.
-Prosto i w lewo - odparł równie pomieszany Big Mick.
_________________________________________
*Rogaine - taką nazwę nosi autentyczny, używany przez Kirka środek na zapobieganie łysieniu xD 
I rzeczywiście, był on wożony "ciężarówkami" na trasie promującej "...And Justice..."
_______________________________
 Kirk wypadł z hali na chodnik i w mgnieniu oka dostrzegł Jamesa, pakującego swoją dupę do taksówki. Podbiegł i władował się zaraz za nim. Samochód ruszył pod hotel Eldorado, tam panowie szybko zainstalowali się w pokoju Kirka i Ellen. 
-Idźcie do siebie! - Obruszył się Kirk.
-W kupie siła, nie rozumiesz? Jak będziemy się trzymać razem to zawsze, któryś z nas szybciej ją wyczai i się zdążymy schować - wyjaśnił James i w obawie przed Lorri nakrył się kocem. 
-To na pewno ci pomoże - podsumował Jason, ale sam usiadł w kąciku i wziął czasopismo. 
-Która godzina? -Zapytał Kirk -Ellen powinna być tu przed nami.
-Może zwiedza miasto, nie sraj żarem.
-A jak coś się stało?! Która godzina?
-Za dwa gwizdy, w pół do twojej pizdy - wycedził James - Ellen będzie jak przyjdzie, uspokój się. 
Tymczasem Ellen z uwieszoną u boku Lorri wpadła na Larsa i została skazana na ich towarzystwo aż do hotelu. Przyszła po godzinie i zastając w pokoju również Jasona i Jamesa, zapytała:
-Co to ma być?
-Ukrywamy się. Ja tu zostaję na noc. Będę cichutko i położę się w nogach - zaanonsował James. 
-Jaja sobie robisz? - Odparła dziewczyna - Musiałam znosić dziś towarzystwo tej ... bezmózgiej ameby przez pół dnia i na prawdę mam dość, James, wypierdalaj do siebie - Hetfield niezbyt zadowolony, ale posłusznie i po cichutku przemknął do siebie, ciągnąc ze sobą Newsteda.
Kirk i Ellen mieli wreszcie chwilę dla siebie.

Odpowiedzi:
1.Kim jest Twój muzyczny Bóg?
-> Wokalnie, choć ja śpiewać nie umiem - Ronnie James Dio i Rob Halford. Jeśli chodzi o perkusję - Cozy Powell i Charlie Watts. Gitara - John Petrucci, Kirk Hammett, Michael Schenker.   
2.W świecie której książki chciałabyś się teraz znaleźć?
->"Kroniki Wampirów". Zawsze i wyłącznie.  
3.Co nakłoniło Cię do założenia bloga?
->Szukałam opowiadań o Metallice, ale nie mogłam natrafić na odpowiednie, a w dodatku wszędzie było pełno opowiadań z G'n'R albo łączenia ich z Metalliką. Z kolei te z MC też były łączone z z Gunsami. O Aerosmith nie mogłam znaleźć, a o KISS nie było chyba w ogóle. Więc postanowiłam napisać własne i dać te 4 zespoły, które ja bym chciała w opowiadaniu zobaczyć. Dopiero jak pisałam własne, natknęłam się na blogi Faith czy Isbell.  
4.Jak wyglądałby twój idealny w każdym calu dzień?
->Kawa. Druga kawa. Trzecia kawa. Szybkie śniadanie, perkusja, prysznic i koncert KISS w moim mieszkaniu ;) Ewentualnie Motley Crue lub Rolling Stones.  
5.Gdybyś mogła wydać swoją własną książkę, o czym byś napisała?
-> Wydałabym swoją autobiografię, albo napisała horror o wampirach.  
6.Jakie filmy potrafisz oglądać po kilka razy i wciąż je uwielbiasz?
->Wszelkiej maści filmy grozy, głównie te stare i kultowe. "Martwicę Mózgu" oglądałam chyba ze sto razy.  
7.Kiedy planujesz dodanie nowego rozdziału?
-> Właśnie to zrobiłam.  
8.Masz jakąś fobię?
-> Żadnej. Jestem nudna pod tym względem.  
9.Przenosisz się do wybranej dekady i miejsca. Jak tam jest?
-> Nie widzę. Ten cholerny dym z papierosów zasłania mi widok na Larsa pijącego piwo w Rainbow ;)  
10.Jesteś zwierzakiem- jakim i dlaczego?
-> Szczurem. Bo je uwielbiam.   
11.Masz możliwość zostania żoną dowolnego osobnika. Kogo wybierasz?
-> Nikogo. Obawiam się, że instytucja małżeństwa nie jest dla mnie.